Reklama
Zagranica

Skuru IK 2000/01 - jak rodziła się szwedzka dynastia piłki ręcznej

Autor: Redakcja11 wyświetleń
Skuru IK 2000/01 - jak rodziła się szwedzka dynastia piłki ręcznej

Sezon 2000/01 zapisał się złotymi zgłoskami w historii Skuru IK - klub po raz pierwszy w swojej historii sięgnął po mistrzostwo Szwecji. O tamtych wyjątkowych chwilach opowiada Anna Ljungdahl Rapp, ikona i wieloletnia gwiazda zespołu z Nacka.

Reklama

Złote czapki i gęsia skórka

- Najmocniejsze wspomnienie to złote czapki i emocje, gdy po raz pierwszy świętowaliśmy w Nacka Bollhall. Grała wtedy jakaś piosenka, której nigdy nie potrafię zanucić, ale gdy tylko ją słyszę, natychmiast wracam myślami do tamtej chwili i dostaję gęsiej skórki. Zdobycie pierwszego złota było czymś wyjątkowym - wspomina Anna Ljungdahl Rapp w rozmowie z Handbollskanalen.

Ljungdahl Rapp to prawdziwa legenda Skuru IK. Klub jest jej macierzystym zespołem, grała w pierwszej drużynie przez ponad 15 lat i była uczestniczką wszystkich trzech mistrzowskich tytułów w historii klubu. Gdy Handbollskanalen do niej dzwoni, właśnie wróciła z weekendowego spotkania z dawnymi koleżankami z drużyny.

- To wciąż moje najlepsze przyjaciółki. Staramy się regularnie gdzieś wyjeżdżać - na narty albo na szwedzkie archipelagi. W tym roku pandemia pokrzyżowała plany, ale zawsze jest miło się spotkać - mówi.

Rozczarowanie zamieniło się w głód złota

Droga do pierwszego tytułu nie była usłana różami. Sezon wcześniej Skuru imponowało w fazie zasadniczej, lecz odpadło w półfinale z Stockholmspolisen.

- Policja miała bardzo dobry zespół, więc ich zwycięstwo nie było niespodzianką, ale bolało diabelnie mocno - przyznaje Ljungdahl Rapp.

Reklama

Zawodniczki Skuru najwyraźniej potrafiły przekuć to rozczarowanie w motywację. W sezonie 2000/01 utrzymały wysoki poziom przez cały rok. Drużynę prowadził początkowo Krister Lindgren, jednak około Bożego Narodzenia zastąpił go Göran „Sigge" Hjortman - postać doskonale znana w klubie.

- Wcześniej już pracowałam z „Siggem" i bardzo go lubiłam. Potrafił wprowadzić spokój i równowagę. Umiał wydobyć z każdej zawodniczki to, co najlepsze, i robił to w różny sposób, dostosowany do każdej z nas - opowiada.

Gwiezdny skład i zabójcza rywalizacja wewnętrzna

Poza świetnym szkoleniowcem Skuru dysponowało również wyjątkowym składem. W drużynie grały między innymi Katarina Arfwidsson Chrifi, Veronica Isaksson, Kicki Jansson i Malin Karlsson.

- Na papierze byłyśmy oczywiście mocne i czułyśmy się niepokonane. Pierwsza piątka była diabelnie skuteczna - szybkie skrzydłowe zapewniały nam łatwe bramki - mówi Ljungdahl Rapp.

Sama Anna była w tamtym sezonie niemal zawodniczką na pełne 60 minut.

- Chyba niezbyt często siedziałam na ławce - śmieje się. - Pamiętam, że Malin nakręcała niesamowite kontry i musiałam biec przed nią.

Kluczem do sukcesu była też zdrowa, ale bezwzględna rywalizacja wewnątrz zespołu.

- Jako trener wystarczyło rozdzielić Malin i Veronicę do różnych grup, żeby trening od razu przypominał mecz. Było tyle zawodniczek z mentalością zwycięzcy, stawiałyśmy sobie nawzajem wysokie wymagania - ale w odpowiedni sposób - tłumaczy.

Ta wola zwycięstwa bywała niekiedy bardzo dosłowna. Pewna juniorka przekonała się o tym na własnej skórze podczas meczu w futsalu, gdy Katarina Chrifi zaatakowała ją tak ostro, że wpakował ją prosto w szafkę na piłki.

- Nie chciałyśmy przegrywać w niczym i to bywało właśnie takie. Czułyśmy, że w tym roku po prostu nie możemy przegrać - wspomina Ljungdahl Rapp.

Droga do finału przez łatwe przeszkody

W fazie zasadniczej Skuru przegrało zaledwie trzy mecze i wyraźnie dominowało nad głównym rywalem - IK Sävehof. W ćwierćfinale bez trudu pokonało Skånelę, a w półfinale rozjechało Spårvägen - najpierw 33:12, a potem 27:8.

- Dosłownie rozjechałyśmy Spårvägen, pamiętam to bardzo dobrze - przyznaje Anna.

Finał z wielkim rywalem z Partille

W finale czekał jednak znacznie twardszy orzech do zgryzienia - IK Sävehof z Partille, odwieczny rywal Skuru.

- Były inne rywalki, ale dla mnie Sävehof zawsze był tym głównym przeciwnikiem, tym, którego najbardziej chciałam pokonać. Teraz śmieję się, gdy rozmawiam ze Stefanem Albrechtsonem i pytam, z kim Sävehof zagra następnym razem, bo na tamtych będę kibicować. To fantastyczny klub, ale żebym miała dopingować Sävehof, musiałyby tam grać moje własne córki - mówi ze śmiechem.

Finałowa seria była wyrównana, ale Skuru triumfowało w trzech kolejnych meczach, zdobywając upragnione złoto. Decydujące spotkanie toczył się niezwykle zacięcie.

- Przy wyrównanym stanie pod koniec meczu siedziałam wykluczona, a Sävehof miało atak. Wtedy jedna z ich zawodniczek się pośliznęła, oddałyśmy piłkę i w tym samym momencie wróciłam na boisko. Dostałam piłkę w sytuacji sam na sam i strzeliłam bramkę. To był absolutny przypadek, ale właśnie wtedy poczułam, że to się uda. I jak wspaniale było wygrać na własnym boisku - opowiada z przejęciem.

Świętowanie na pyttipannie i narodziny dynastii

Celebracja po zdobyciu złota była skromna, ale serdeczna - najpierw tradycyjna szwedzka potrawa pyttipanna przygotowana przez rodziców w klubowym domu, a potem wyjazd do centrum Sztokholmu na dalsze świętowanie.

Po tamtym sezonie Ljungdahl Rapp była przekonana, że zakończyła karierę w Skuru. Mając 29 lat, wyjechała do Hiszpanii na rok, po czym zamierzała powiesić buty na kołku. Tak się jednak nie stało.

- Mistrzostwa Świata w 2001 roku były świetne i pomyślałam, że może jeszcze trochę pogram - uśmiecha się.

Gdy Anna była w Hiszpanii, Skuru odpadło w półfinale. Po jej powrocie drużyna dotarła znów do finału, lecz tym razem nie zdołała sięgnąć po złoto - Ljungdahl Rapp była wtedy w ciąży i nie brała udziału w play-offach.

- Mówię zawsze Katce, która grała w tamtym finale, że ja nigdy nie przegrałam finału. Ona tak - śmieje się Anna.

Złoto z 2001 roku było dopiero początkiem. Skuru IK z Anną Ljungdahl Rapp w składzie sięgnęło po kolejne dwa tytuły mistrzowskie - w 2004 i 2005 roku.

- Gdy raz złapie się rytm, łatwo jest go utrzymać. Sukcesy przyciągają kolejne sukcesy, a inne zawodniczki też chcą być częścią czegoś wyjątkowego. Zbudowałyśmy silną kulturę zwycięstwa i to zaowocowało kolejnymi tytułami - podsumowuje Anna Ljungdahl Rapp.

Źródło: handbollskanalen.se

Masz opinię? Podziel się nią!

Zaloguj się jednym kliknięciem i dołącz do rozmowy

Dyskusje
Zdjęcia
Reakcje
Dołącz do HydePark →

📢 Udostępnij artykuł

Dotknij aby udostępnić

Śledź nas na Facebook!

Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami ze świata piłki ręcznej. Dołącz do naszej społeczności!

Dotknij przycisk, aby przejść do naszego profilu na Facebook

Reklama

Polecane
Ładowanie...
📬

Bądź na bieżąco z piłką ręczną

Najważniejsze newsy ze świata polskiej i europejskiej piłki ręcznej, raz w tygodniu prosto na Twoją skrzynkę.

Zero spamu, możesz zrezygnować w każdej chwili.

🔥

Najpopularniejsze ostatnio

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 3 dni