Trofeum zmieniło wizerunek, nie samą drużynę
MT Melsungen jako triumfator EHF European League wchodzi w nowy sezon z zupełnie inną otoczką - wszędzie, gdzie jedzie, kibice i rywale widzą w nich zwycięzców. Sam Parrondo podchodzi do tego ze spokojem: „Jedna bramka w jednym meczu nie zmienia oceny całej drużyny" - podkreśla. Jego zdaniem zdobycie pucharu nie może być powodem do samozadowolenia, zwłaszcza że Melsungen po raz pierwszy w historii zagra w Lidze Mistrzów, a skład nie był pod nią budowany.
Trener przyznaje, że siódme miejsce w Bundeslidze w ubiegłym sezonie było efektem lawinowej fali kontuzji, a nie prawdziwego poziomu zespołu. Realistycznym celem na ten sezon jest ponowna kwalifikacja do rozgrywek europejskich, co oznacza walkę o piąte miejsce w lidze.
Bundesliga: cztery giganty i brutalna konkurencja
Zapytany o faworytów do tytułu, Parrondo wskazał cztery czołowe kluby:
- SC Magdeburg - największy faworyt. Zachował trzon kadry, a za Sergeyem Hernandezem sprowadzono Dominika Kuzmanović jako solidne wzmocnienie.
- Füchse Berlin - stracili Lassego Anderssona i Dejana Milosavljeva; zastępstwa są obiecujące, ale według Parrondo wyrównanie tej straty będzie trudne.
- THW Kiel - groźny kandydat do wszystkiego, szczególnie jeśli Elias Ellefsen á Skipagøtu wróci w pełni sił, a Magnus Dansen Madsen potwierdzi klasę z poprzednich sezonów.
- SG Flensburg-Handewitt - największy potencjał ofensywny w całej lidze, m.in. dzięki Mathiasowi Pytlickowi.
„Gdybym miał obstawiać mistrza, to chyba bym nie obstawiał. Naprawdę nie wiem" - przyznaje szczerze Parrondo. Zwraca uwagę, że Hannover i Rhein-Neckar Löwen mają istotną przewagę, bo w tym sezonie nie grają w europejskich pucharach i mogą skupić się wyłącznie na lidze.
Dlaczego odchodzi z Melsungen?
Parrondo tłumaczy, że przyszedł do Melsungen z konkretną misją: zmienić mentalność klubu, który - według opinii środowiska - inwestował dużo, ale osiągał mało. Słyszał same negatywne opinie: że zawodnicy słabo trenują, że liczy się tylko kasa, że klub jest źle zarządzany. Podjął wyzwanie.
„Nikt już nie mówi, że ci zawodnicy się nie biją. Ten wizerunek zniknął" - mówi z satysfakcją. Czując, że wykonał to, po co przyszedł, zgodził się na propozycję Paris Saint-Germain. Do Paryża trafi latem 2027 roku. Jego zadaniem będzie odbudowanie drużyny zdolnej do regularnego awansu do Ligi Mistrzów i liczenia się w niej.
Egipt i żal po igrzyskach w Tokio
Przed Melsungen Parrondo prowadził reprezentację Egiptu. Wspomina półfinał igrzysk olimpijskich w Tokio przeciwko Francji - Egipcjanie chybili 19 rzutów, z czego około 15 z linii sześciu metrów, a bramkarz Vincent Gérard był nie do pokonania. Jedyna goryczka? Mistrzostwa Świata 2021 odbyły się bez publiczności z powodu pandemii. „Gdyby na trybunach siedziało 20 000 szalonych egipskich kibiców, mogliśmy dojść do finału" - jest przekonany szkoleniowiec.
Vardar - historia jak z bajki
Najbardziej emocjonalne wspomnienia Parrondo wiążą się z macedońskim Vardarem, który prowadził w czasie poważnych kłopotów finansowych. Mecz ćwierćfinałowy Ligi Mistrzów z Szegedem u siebie - potencjalnie ostatnie spotkanie w historii klubu - opisuje jako niezapomniane przeżycie.
„Ludzie płakali. Wszyscy w hali wiedzieli, że to może być ostatni europejski mecz tego klubu" - opowiada. W rewanżu Vardar gonił siedmiobramkową stratę i ostatecznie awansował. Droga zakończyła się półfinałem Ligi Mistrzów 2019 w Kolonii, gdzie po przegranym pierwszym półczasie 6 bramkami różnicy z Barceloną drużyna omal nie dokonała cudownego odwrócenia losów.
Historyczne wyróżnienie
Parrondo jest dopiero trzecim szkoleniowcem w historii - po Alfreðzie Gíslasonie i Bennecie Wiegercie - który zdobył zarówno EHF Champions League, jak i EHF European League. Do tego wyróżnienia podchodzi ze spokojem, bo bardziej niż statystyki liczą się dla niego ludzie, z którymi osiągał sukcesy - zawodnicy, ich rodziny i działacze Melsungen, którzy przez lata marzyli o pierwszym europejskim trofeum.
„Kiedy wygraliśmy European League, poczułem spokój. Nie dla siebie. Dla nich wszystkich" - podsumował Roberto Parrondo.
Źródło: handball-planet.com





