Reklama
Zagranica

Lysekils HK 1995/96 - awans do elity zbudowany własnymi rękami

Autor: Redakcja9 wyświetleń
Lysekils HK 1995/96 - awans do elity zbudowany własnymi rękami

Sezon 1995/96 przeszedł do historii szwedzkiej piłki ręcznej jako jeden z najbardziej niezwykłych. Lysekils HK - niewielki klub z prowincji - wywalczył awans do Elitserien, dysponując składem złożonym niemal wyłącznie z wychowanków. To historia o tym, że ambicja, ciężka praca i jedność drużyny mogą zdziałać więcej niż wielkie pieniądze.

Reklama

Szesnastu swoich ludzi

Trudno wyobrazić sobie bardziej imponujący wyczyn w szwedzkiej piłce ręcznej. Drużyna Lysekils HK, która w sezonie 1995/96 awansowała do najwyższej klasy rozgrywkowej, składała się z zaledwie 16 zawodników - 15 z nich było wychowankami klubu, a szesnasty grał w nim od sześciu lub siedmiu lat. Żadnych drogich transferów, żadnych gwiazd sprowadzonych z zewnątrz. Tylko piłkarze ręczni, którzy wyrośli na tych samych boiskach.

- Ta historia wraca przy każdej rocznicy i zawsze cieszy tak samo. W tamtym czasie nie zdawaliśmy sobie sprawy, jak wielka to była sztuka. Dopiero z perspektywy lat widać, jak ogromnym osiągnięciem był awans z piętnastoma wychowankami w składzie. To powód do ogromnej dumy - wspomina Michael Franzén w rozmowie z portalem Handbollskanalen.

Bracia Franzén przejmują stery

Michael Franzén urodził się i dorastał w Lysekil. Jak większość rówieśników, piłkę ręczną zaczął kopać - a właściwie rzucać - będąc małym chłopcem, bo to właśnie ten sport rządził w mieście. W wieku 17 lat wyjechał do Göteborga, by wrócić w 1991 roku po narodzinach córki.

Przed sezonem 1995/96 Michael wraz z bratem Thomasem przejął prowadzenie pierwszej drużyny. Thomas trenował wcześniej zespół kobiecy, Michael zaś pełnił rolę grającego trenera - był przedłużeniem brata na parkiecie.

- Brat wrócił rok przede mną i zaczął pracę z drużyną kobiet. Kiedy razem wzięliśmy się za męski zespół, ja byłem jego oczami i uszami w trakcie gry - tłumaczy Franzén.

Reklama

Obóz przetrwania zamiast zgrupowania

Jedną z pierwszych decyzji nowych szkoleniowców było zwiększenie intensywności treningów. Obaj bracia grali wcześniej na wyższym poziomie i wiedzieli, czego wymaga eliта. Postawili prosty cel: każdy zawodnik ma stać się o 20 procent lepszy - rzucać twardziej, skakać wyżej.

- Może to brzmiało naiwnie, ale chłopcy w to uwierzyli - przyznaje Michael z uśmiechem.

Przygotowania do sezonu zaczęły się od niekonwencjonalnego zgrupowania. Zamiast tradycyjnego wyjazdu z piłką i dobrą zabawą, bracia Franzén zorganizowali prawdziwy obóz przetrwania. Zawodnicy mieli spakować wyłącznie ubrania - nic więcej. Na miejscu okazało się, że czekają na nich kajaki i trasy wodne. Część graczy przemyciła jednak piwo, które organizatorzy kazali im zostawić przed wypłynięciem.

- Przez dwa dni chłopcy byli głodni i zmęczeni. W końcu w niedzielę kilku działaczy przygotowało lasagne. Nigdy wcześniej ani później nie widziałem, żeby ktoś jadł tak szybko i tyle - śmieje się Franzén.

„My kontra cały świat"

Przed sezonem nikt specjalnie nie stawiał na Lysekil jako kandydata do awansu. Klub miał co prawda doświadczenie w meczach barażowych, ale raczej po to, by utrzymać się na zapleczu elity, nie by marzyć o wyższym szczeblu. Wieczny rywal - Kroppskultur - zawsze patrzył na Lysekil z góry.

Tymczasem drużyna grała coraz lepiej. Kluczem do sukcesów była kondycja fizyczna - w końcówkach meczów, gdy inni opadali z sił, Lysekil wygrywał. Do tego doszły okoliczności zewnętrzne, które nieoczekiwanie zbliżyły drużynę.

- Przez strajk pracowników komunalnych zamknięto hale sportowe i musieliśmy ułożyć terminarz tak, by jechać do Sztokholmu raz na weekendowe dwa mecze. To nas scementowało - było poczucie, że jesteśmy razem przeciwko całemu światu - wspomina Franzén.

Nocna fiesta w Lysekil

Awans do Elitserien został przypieczętowany na wyjeździe w Västerås, na przedostatniej kolejce sezonu. Na mecz pojechał autokar z kibicami i ekipą mediów. Gdy wynik był już pewny i okazało się, że inne rezultaty też się ułożyły po myśli Lysekil, wybuchła euforia.

- Zatrzymaliśmy się w Mariestad, żeby uzupełnić zapasy i tam był już prawdziwy festyn - wolny handel i taniec na ulicy. Niesamowite chwile - opowiada trener.

Do domu dotarli po trzeciej w nocy. Mimo to na nabrzeżu czekały wozy strażackie z błyskającymi sygnałami, które witały drużynę strumieniami wody. Miasto zorganizowało eskortę do centrum i otworzyło restaurację na całonocne świętowanie.

- I myślę, że wszyscy mieli dość siły, żeby świętować - mówi Franzén z uśmiechem.

Dodatkowym smaczkiem było to, że Lysekil zapewnił sobie awans o kolejkę wcześniej niż znienawidzony Kroppskultur.

Rok w Elitserien i lekcja na przyszłość

W najwyższej klasie rozgrywkowej Lysekils HK mierzył się z potęgami pokroju Redbergslids IK, pełnych reprezentantów kraju. Mimo to klub zdobył osiem punktów i walczył o utrzymanie aż do przedostatniej kolejki. Ostatecznie zabrakło nieco sił i doświadczenia - po barażach klub spadł, przegrywając decydujące starcie ze Stavsten.

- Byliśmy kompletnie wykończeni. Ale i tak to był dowód, że klub z prowincji może grać z największymi - podsumowuje Michael Franzén.

Lysekils HK spędził w Elitserien tylko jeden sezon, lecz droga, którą tam dotarł, jest inspiracją do dziś. W małym mieście ludzie wciąż podchodzą do graczy z tamtego składu na ulicy i chcą rozmawiać o sezonie 1995/96. To mówi samo za siebie.

Źródło: handbollskanalen.se

Masz opinię? Podziel się nią!

Zaloguj się jednym kliknięciem i dołącz do rozmowy

Dyskusje
Zdjęcia
Reakcje
Dołącz do HydePark →

📢 Udostępnij artykuł

Dotknij aby udostępnić

Śledź nas na Facebook!

Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami ze świata piłki ręcznej. Dołącz do naszej społeczności!

Dotknij przycisk, aby przejść do naszego profilu na Facebook

Reklama

Polecane
Ładowanie...
📬

Bądź na bieżąco z piłką ręczną

Najważniejsze newsy ze świata polskiej i europejskiej piłki ręcznej, raz w tygodniu prosto na Twoją skrzynkę.

Zero spamu, możesz zrezygnować w każdej chwili.

🔥

Najpopularniejsze ostatnio

Najczęściej czytane w ciągu ostatnich 3 dni