Toulouse kładzie kres hegemonii Nantes
Przed meczem wszystko wskazywało na rutynową wygraną lidera tabeli. Nantes mierzyło się z Toulouse, które do tej pory nie zdobyło w lidze ani jednego punktu. Tymczasem Fenix od pierwszych minut pokazał zupełnie inne oblicze niż w poprzednich spotkaniach - skuteczny w ataku, agresywny w obronie i dobrze zorganizowany taktycznie przez trenera Danijela Andjelkovicia, który zaskakiwał rywali różnorodnymi systemami gry. Po pierwszej połowie na tablicy wyników widniał remis 12-12, co samo w sobie było już sensacją.
Szalona końcówka rozstrzyga mecz
Druga połowa nabrała jeszcze szybszego tempa. Toulouse nie tylko dotrzymywało kroku faworytowi, ale w pewnym momencie prowadziło już czterema bramkami (21-25, 50'). Nantes zdołało jednak doprowadzić do remisu 27-27 na cztery minuty przed końcem, co zapowiadało dramatyczny finał.
W ostatnich minutach emocje sięgnęły zenitu. Uros Kojadinovic wywalczył zasłużone wykluczenie Thibauda Brieta za uderzenie w twarz. Nantes miało szansę na objęcie prowadzenia rzutem karnym, ale Robin Kerdudo obronił próbę Noama Leopolda. Przy grze w osłabieniu po wykluczeniu Hugo Junda ostatnią akcję meczu miało Toulouse - i to Andrea Guillaume, który wszedł na boisko z ławki rezerwowych tuż po zakończeniu swojej przerwy karnej, strzelił gola dającego zwycięstwo (29-30).
To historyczny wynik - Nantes nie przegrało u siebie w lidze od czterech lat. Toulouse zaliczyło zasłużony triumf i powoli wraca do życia po trudnym początku sezonu.
PSG wygrywa w Limoges, ale nie bez walki
Dzień wcześniej PSG mierzyło się z wyjątkowo trudnym zadaniem - wyjazdem do Limoges. Pierwsza połowa była wyrównana, a przerwa nastąpiła przy remisie 17-17. Po zmianie stron paryżanie prowadzili już czterema bramkami (21-25, 41'), ale popełniali sporo błędów, co pozwoliło gospodarzom wrócić do gry. Limoges z Valentinem Kiefferem na boisku rozbudziło nadzieje kibiców na hali Beaublanc, zbliżając się na jedną bramkę (31-32, 57').
Ostatecznie mistrzowie Francji utrzymali nerwy na wodzy i wygrali 33-35, opierając się jak zwykle na potędze swojej linii rozgrywających. Yahia Omar rzucił 8 bramek, Luc Steins dorzucił 6 trafień i 11 asyst, a Elohim Prandi zanotował 5 goli i 9 asyst. Komplet punktów trafił do Paryża, choć droga do nich była znacznie bardziej wyboista niż się spodziewano.
Źródło: handnews.fr





