Pelayo zwiąże się z Limoges od lipca 2026 roku. Jego przygoda z Rumunią okazała się niejednoznaczna - mimo że zespół z Bukaresztu sięgnął po wszystkie trzy krajowe trofea, sam zawodnik nie był w stanie w pełni pokazać swoich możliwości. - Kiedy grałem w Lidze Mistrzów, byłem na dobrym poziomie, choć nie dostałem tyle minut na boisku, ile według mnie zasługiwałem - przyznaje rozgrywający, który w europejskich pucharach zdobył 39 bramek.
Problemy zaczęły się już przed startem sezonu - zmiana trenera po podpisaniu kontraktu sprawiła, że projekt sportowy wyglądał zupełnie inaczej niż Pelayo się spodziewał. Dodatkowo rumuńskie przepisy nakładają obowiązek wystawienia siedmiu lokalnych zawodników na każdy mecz, co nierzadko odbijało się na czasie gry Francuza.
Powrót zaplanowany od początku roku
Choć miał ważny kontrakt na kolejny sezon, Pelayo zdecydował się odejść wcześniej, szukając - jak sam to określił - środowiska sprzyjającego rozwojowi i wysokim wynikom. Myśl o powrocie do Francji pojawiła się już na początku 2026 roku.
Wybór Limoges okazał się szybki i oczywisty. - Wszystkie kryteria, jakie miałem, zostały spełnione - mówi reprezentant Francji. Klub z Limousin od dłuższego czasu interesował się tym zawodnikiem i potrzebował doświadczonego prawoskrzydłowego, który zastąpi Faruka Yusufa odchodzącego do Kielc. Urodzony w Lille Pelayo pasuje tu jak ulał - ma na koncie 1153 bramki w 283 meczach na najwyższym poziomie oraz tytuł króla strzelców Starligue w 2024 roku.
Ligowy sezon w Rumunii dobiegł już końca, więc zawodnik jest z powrotem we Francji. - W przyszłym tygodniu przeprowadzam się do Limoges. Jesteśmy w środku pakowania, a do tego muszę jeszcze sprowadzić moje koty z Bukaresztu - śmieje się miłośnik zwierząt.
Limoges mierzy wysoko - może nawet Liga Mistrzów?
Pelayo trafia do drużyny pełnej ambicji. Limoges toczy zacięty bój z Montpellier o jak najwyższe miejsce w tabeli, a gra w Lidze Mistrzów to wciąż marzenie, które pozostaje w zasięgu. Dla zawodnika, który zasmakował europejskich pucharów jako 17-latek w barwach Dunkerque, jest to dodatkowa motywacja. - Cieszę się, że znów zagram przeciwko chłopakom, z którymi rywalizowałem przez dziesięć lat. Właśnie po to uprawia się sport - żeby przez cały sezon walczyć o każdy punkt - mówi.
Udział w European League jest już pewny, ale dlaczego nie marzyć o czymś więcej? Sam Pelayo podchodzi do tego pragmatycznie: - Jeśli nie Liga Mistrzów w tym sezonie, to w następnym - stwierdza spokojnie.
Rozgrywający zapewnia, że nie może się doczekać powrotu na parkiet. Treningi z nowym zespołem ruszają 23 lipca, ale gdyby to od niego zależało, wróciłby do gry natychmiast. - Gdyby nie wakacje i gdybym mógł grać jak najszybciej, w ogóle by mi to nie przeszkadzało - przyznaje.
Pelayo już teraz pojawia się na meczach swojego przyszłego klubu w hali Beaublanc, obserwując kolegów w akcji. Sam jednak ostrzega z humorem, że jego rozpoznanie może nie być łatwe: - Będziecie musieli zagrać w "Gdzie jest Wally?" - żartuje nowy nabytek Limoges.
Źródło: handnews.fr





