Na starcie obie drużyny zaskoczyły wysokim tempem - po sześć minut gry każda ze stron zdążyła wpisać się na listę strzelców aż pięciokrotnie. Zapowiadało się na emocjonalne, wyrównane widowisko. Szybko okazało się jednak, że to Magdeburg jest stroną zdecydowanie lepszą.
Szwedzki duet rozdawał karty
Przełomowym momentem meczu było wejście do gry szwedzkiej pary - Lagergrena i Petterssona. Obaj rozgrywający na pozycji prawoskrzydłowego urządzili istną kanonada bramkową, naprzemiennie pokonując bramkarza Berlina i wyprowadzając Magdeburg na pięciobramkowe prowadzenie. To właśnie ta seria skutecznie złamała rytm grę rywala.
Po stronie Füchse Berlin ciężar ataku dźwigał przede wszystkim Mathias Gidsel. Duński gwiazdor był bezlitosny w pierwszej połowie, trafiając do siatki sześciokrotnie. Mimo jego heroicznych starań, Berlin schodził do szatni z pięciobramkową stratą.
Magdeburg bez litości w drugiej połowie
Po przerwie Berlin nie zdołał odwrócić losów meczu. Wręcz przeciwnie - Gísli Kristjánsson przejął inicjatywę i absolutnie zdominował boisko, kolejno powiększając prowadzenie Magdeburga. Gidsel z kolei, zmęczony intensywnym pierwszym rzutem, tracił skuteczność i nie był już w stanie samodzielnie podtrzymywać ataku swojej drużyny.
Ostatecznie mistrzowie Niemiec wygrali przekonująco 38:31 i dorzucili do swojej gabloty kolejne trofeum. Dla Lagergrena i Petterssona był to znakomity sygnał przed nowym sezonem - pokazali, że w Magdeburgu będą odgrywać kluczową rolę.
Źródło: handbollskanalen.se




