Bezprecedensowa edycja mistrzostw
Tegoroczne Women's EHF EURO przejdzie do historii jako najbardziej rozproszone geograficznie mistrzostwa Europy kobiet. Turniej od 3 do 20 grudnia rozegrany zostanie aż w pięciu krajach - w Polsce, Rumunii, Czechach, Słowacji i Turcji. To efekt niecodziennych okoliczności: gdy w połowie 2023 roku Europejska Federacja Piłki Ręcznej odebrała prawa organizacyjne Rosji, do współgospodarstwa zgłosiło się sześć federacji. EHF zdecydowała się powierzyć turniej wszystkim pięciu kandydatom, tworząc unikatową w dziejach rozgrywek koalicję organizatorów.
Dwadzieścia cztery najlepsze drużyny Starego Kontynentu powalczą o tytuł w sześciu miastach: oprócz Katowic będą to Cluj-Napoca i Oradea w Rumunii, czeskie Brno, słowacka Bratysława oraz turecka Antalya. Łącznie zaplanowano 65 meczów pełnych emocji na najwyższym europejskim poziomie.
Polska wkracza do elity gospodarzy
Dla naszego kraju to historyczny moment. Po mistrzostwach Europy mężczyzn w 2016 roku oraz mundialu panów siedem lat później, Polska zagości kolejną wielką imprezę szczypiorniaków. Tym razem jednak po raz pierwszy zobaczymy u siebie najlepsze zawodniczki kontynentu walczące o medale EURO.
"Organizacja turnieju tej rangi stanowi dla polskiego handballu wielką szansę rozwojową" - zaznacza prezes ZPRP Sławomir Szmal. "Chcemy, aby mistrzostwa stały się impulsem do długofalowego wzrostu dyscypliny - zarówno w wymiarze reprezentacyjnym, klubowym, jak i szkoleniowym. Zależy nam, by EURO zainspirowało dzieci i młodzież, a po turnieju do klubów trafiło więcej dziewczynek i chłopców" - dodaje legendarny bramkarz.
Spodek sercem europejskiego handballu
Choć mecze rozegrane zostaną w sześciu lokalizacjach, to właśnie Katowice odegrają kluczową rolę w całych mistrzostwach. W kultowej hali przy alei Korfantego zaplanowano aż 23 spotkania - to tam odbędą się wszystkie pojedynki naszej kadry, a także obie półfinałowe batalie, mecz o brąz oraz decydujące starcie o złoto.
"Spodek słynie z niesamowitej atmosfery i gorącego dopingu kibiców. Już teraz warto zarezerwować w kalendarzu pierwszą połowę grudnia na wizytę w Katowicach" - mówi prezydent miasta Marcin Krupa.
Trudna grupa, ale Polki wierzą w sukces
Los podczas kwietniowego losowania w siedzibie NOSPR nie był łaskawy dla Biało-Czerwonych. W grupie E podopieczne Arne Senstada zmierzą się z Francją - wicemistrzyniami olimpijskimi, a także z Ukrainą i Wyspami Owczymi. Inauguracyjny mecz Polek zaplanowano na sobotę 5 grudnia (starcie z Francją o 18:00), dwa dni później zmierzymy się z Ukrainkami, a fazę grupową zakończymy 9 grudnia pojedynkiem z reprezentacją archipelagu na Oceanie Atlantyckim.
Awans do rundy głównej wywalczą dwie najlepsze ekipy z każdej grupy. Jeśli Polkom uda się znaleźć w czołowej dwójce, pozostaną w Katowicach i rozegrają cztery kolejne mecze między 11 a 16 grudnia.
"Oczywiście jesteśmy podekscytowani perspektywą gry przed własną publicznością" - nie kryje emocji selekcjoner Senstad. "Teraz jednak dopiero wchodzimy w sezon. Zawodniczki rozpoczynają rozgrywki klubowe, część zmieniła barwy. Potrzebujemy regularnej rywalizacji na wysokim poziomie. Mamy pewien trzon kadry, ale wciąż są miejsca do obsadzenia. Liczę na dużą konkurencję i być może kogoś, kto pozytywnie nas zaskoczy" - dodaje Norweg.
Narastające ambicje Biało-Czerwonych
Systematyczna praca z kadrą, którą Senstad prowadzi od 2019 roku, zaczyna przynosić efekty. Dziewiąte miejsce na EURO 2024 i jedenasta lokata na mistrzostwach świata w 2025 roku to najlepsze wyniki polskiego handballu kobiet od dekady. Historyczny rekord wciąż należy jednak do drużyny z 1998 roku, która pod wodzą Jerzego Cieplińskiego zajęła piąte miejsce.
W grudniu Polki zagrają w finałach mistrzostw Europy po raz dziesiąty. Na parkiecie zobaczymy najbardziej doświadczone zawodniczki - bramkarkę Adriannę Płaczek oraz kapitankę Monikę Kobylińską, obie z ponad setką występów w kadrze. Ważne role pełnią także Magda Balsam na skrzydle oraz rozgrywająca Aleksandra Rosiak.
"Żeby zagrać na EURO jak najlepiej, musimy zadbać o przygotowanie fizyczne - każda z nas musi ciężko pracować zarówno na zgrupowaniach, jak i indywidualnie" - podkreśla Kobylińska. "Już czuję ekscytację, bo od lat marzyłam o grze w mistrzostwach w Polsce. Naszą największą siłą jest cały zespół i wzajemne wsparcie. Każda z nas zna swoje zadania i czuje się potrzebna" - dodaje kapitan.
Norwegia broni trzeciego złota z rzędu
Tytułu mistrzowskiego będą bronić Norweżki, które w 2024 roku w Wiedniu rozbiły w finale Danię 31:23, zdobywając dziesiąty złoty medal w historii i trzeci z rzędu. To właśnie Skandynawki zdominowały europejski handball - w 16 dotychczasowych edycjach tylko pięć reprezentacji sięgało po złoto: oprócz Norwegii (10 tytułów) były to Dania (3), Francja, Węgry i Czarnogóra (po jednym).
Bilety czekają na kibiców
Oficjalna sprzedaż wejściówek ruszyła dokładnie rok przed startem turnieju na platformie tickets.eurohandball.com. Dostępne są zarówno pakiety obejmujące poszczególne rundy, jak i bilety jednodniowe. Dla polskich fanów kluczowa informacja: wszystkie mecze naszej reprezentacji odbędą się w jednym miejscu - w katowickim Spodku.
"Jesteśmy na ostatniej prostej i pracujemy na pełnych obrotach" - mówi dyrektor turnieju z ramienia ZPRP Monika Listkiewicz. "Infrastruktura, logistyka, kwestie organizacyjne - wszystko przebiega zgodnie z harmonogramem. Spodek jest gotowy, by stać się sercem europejskiej piłki ręcznej."
Sto dni - tyle pozostało do pierwszego gwizdka. Czas na przygotowania dobiega końca. Polska czeka na swoją szansę.
Źródło: zprp.pl





