Ratunek w ostatniej chwili
Zaledwie kilka dni temu sytuacja finansowa HSG Nordhorn-Lingen wyglądała beznadziejnie. Nowy dyrektor Michael Jonker na spotkaniu z zawodnikami wprost przyznał, że potrzebny będzie cud, by uniknąć złożenia wniosku o upadłość. Szacowana dziura budżetowa wynosiła około 1,4 miliona euro.
Jak informuje „Sport Bild", cud jednak nastąpił - trzech nowych inwestorów zdecydowało się wstrzyknąć kapitał w klub, ratując go przed bankructwem. Sam klub potwierdził te informacje oficjalnym komunikatem:
„Trzech nowych wspólników zaangażuje się w przyszłość HSG, wnosząc istotny wkład we wzmocnienie finansowe i długoterminową stabilizację klubu. To ważny pierwszy krok, choć jesteśmy świadomi, że cały proces wymaga czasu i że wiele trudnych zadań jeszcze przed nami."
Na razie publicznie ujawniono jednego nowego współwłaściciela - firmę transportową Sandmann. Pozostałe dwie strony wolą zachować anonimowość.
Kłopoty bynajmniej się nie skończyły
Choć natychmiastowe zagrożenie upadłością zostało zażegnane, klub nadal zmaga się z poważnymi konsekwencjami kryzysu:
- Kara punktowa: Komisja licencyjna HBL przyznała Nordhorn-Lingen aż sześć punktów ujemnych przed startem sezonu, jako sankcję za nieprawidłowości w procesie ubiegania się o licencję.
- Zawiadomienie do prokuratury i roszczenia odszkodowawcze: Klub HSG Krefeld Niederrhein, który spadł z ligi, złożył zawiadomienie do prokuratury w Kolonii, zarzucając Nordhorn-Lingen oszustwo podczas procedury licencyjnej. Jednocześnie Krefeld przygotowuje pozew cywilny o odszkodowanie.
Sprawa wychodzi poza boisko
To, co zaczęło się jako kryzys finansowy, nabrało zdecydowanie groźniejszego wymiaru. Zarzuty oszustwa mogą pociągnąć za sobą konsekwencje daleko wykraczające poza sferę sportową - zarówno dla samego klubu, jak i osób odpowiedzialnych za prowadzenie procesu licencyjnego. HSG Nordhorn-Lingen może być wprawdzie uratowany przed bankructwem, ale prawdziwy test dopiero przed nim.
Źródło: hbold.dk





