Po srebrnych medalach na igrzyskach olimpijskich i mistrzostwach Europy oczekiwania wobec niemieckiej kadry są ogromne. Alfred Gislason, 67-letni Islandczyk prowadzący Mannschaft, nie zamierza jednak uciekać od presji - wręcz przeciwnie, uważa ją za naturalny element walki o medale.
„Trzeba pokochać tę presję”
- Mówię to od lat, może nawet od dekad: trzeba nauczyć się kochać presję. Ona jest potwierdzeniem twojej własnej jakości i poziomu. Jeśli jej nie czujesz, znaczy to, że nie zaszedłeś wystarczająco daleko i nigdy nie będziesz walczył o medale. Kiedy w pewnym momencie stoisz w finale, powinieneś umieć się tym cieszyć - powiedział Gislason w rozmowie z portalem handball-world.
Niemieccy kibice i media marzą już o złocie na własnym parkiecie, a pytania o ewentualny finałowy pojedynek z Danią - niekwestionowanym hegemonem światowej piłki ręcznej - padają nieustannie. Selekcjoner hamuje jednak te zapędy.
Nawet Dania nie ma gwarantowanego miejsca w finale
- Oczywiście naszym głównym celem jest ponowne dotarcie do półfinału. Ale to niebezpieczne myślenie, gdy wciąż słyszę pytanie: „Czy tym razem pokonacie Danię w finale?”. Nawet Dania nie ma pewności, że tam dotrze - podkreślił Gislason, zaznaczając, że grono kandydatów do medali jest w tym turnieju wyjątkowo szerokie.
Niemcy przygotowania do mistrzostw świata rozpoczną z myślą o jak najlepszej dyspozycji już od pierwszego meczu. Cel jest jeden - złoto przed własną publicznością.
Źródło: hbold.dk





