Godzina 21:00, SAP Arena. Rhein-Neckar Löwen właśnie przegrali u siebie z ThSV Eisenach, ale wieczór trwa dalej. Przy szatniach ustawia się długa kolejka: dzieci i dorośli czekają na autografy zawodników, a ci nie odmawiają nikomu.
Dla ekipy filmowej, która towarzyszyła kibicom przez cały dzień, wynik meczu był sprawą drugorzędną. Chodziło o odpowiedź na pytanie, czym Rhein-Neckar Löwen są dla swoich fanów.
Tygodnie przygotowań, zanim ruszy kamera
Prace nad odcinkiem zaczęły się trzy tygodnie przed dniem zdjęciowym. Były kontakty z fanklubami, rozmowy z klubem i wiele telefonów, bo trzeba było znaleźć ludzi z historiami: kibiców z wieloletnim stażem, osoby organizujące życie klubu poza halą i takie, dla których wyjście na mecz stało się sprawą serca.
Z tych rozmów powstał plan zdjęciowy, który prowadził przez świat kibiców Löwen: od spotkań fanów w Whistle, barze sportowym w SAP Arenie, przez działalność fanklubów, aż po prowadzącego doping na trybunie stojącej.
Legenda na spotkaniu z kibicami
Ekipa była przy hali już wczesnym popołudniem, około dwóch i pół godziny przed pierwszym gwizdkiem. Na spotkanie grupy Löwenrudel przyszli zarówno młodzi, jak i wieloletni kibice. Pojawił się też Patrick Groetzki, zawodnik Löwen w latach 2007-2026 i jedna z legend klubu. Fani zasypywali go pytaniami, a on rozpoznawał twarze wiernych sympatyków.
Prawdziwe życie nie trzyma się scenariusza
Dzień zdjęciowy nie polegał na odhaczaniu punktów z listy. Ekipa z kamerą i mikrofonem krążyła po całej arenie, rozdzielała się i mieszała z tłumem, żeby nie przegapić niczego ważnego.
Po drodze trafiała na bardzo różne historie. Byli wieloletni kibice, którzy pamiętają jeszcze czasy SG Kronau/Östringen, członkowie fanklubów, którzy organizują też wyjazdy na mecze, i dzieci, które razem z rodzicami oglądały swoich idoli z bliska i być może właśnie zaczynają własną historię kibica.
Według autorów reportażu ludzie, którzy trafili do Löwen zupełnie różnymi drogami, odpowiadali bardzo podobnie. Łączyło ich poczucie przynależności do wspólnoty: obca hala stała się znajomym miejscem spotkań, a przypadkowe znajomości przerodziły się w przyjaźnie.
Od dziesiątek historii do dziewięciu minut materiału
Po zdjęciach zaczął się montaż: przesłuchiwanie wywiadów, wybór wypowiedzi i układanie materiału w całość. Część historii odpadła, inne dostały więcej miejsca. Po kilku tygodniach pracy powstało dziewięć minut materiału, które pokazują, że dzień meczowy w Mannheim to coś więcej niż sześćdziesiąt minut na parkiecie.
Po porażce kibice powtarzali hasło: „Raz Lew, zawsze Lew” (tłum. red.).
Źródło: handball-world.news





