Belgrad: piłka ręczna na peryferiach popularności
- Piłka nożna, koszykówka, siatkówka - to one dominują w mediach i świadomości rodziców. My w piłce ręcznej nie mamy tego luksusu. Musimy pracować dużo ciężej, żeby w ogóle skompletować grupę - mówi Radulović (tłum. red.).
Trener podkreśla, że rekrutacja nowych zawodników opiera się przede wszystkim na wizytach w okolicznych szkołach podstawowych i bliskiej współpracy z nauczycielami wychowania fizycznego. To właśnie oni pomagają wyłowić dzieci z naturalnym potencjałem ruchowym.
Sukces wychowanków - ale co dalej?
Arena może pochwalić się konkretnymi efektami. Nikola Arsić, jeden z pierwszych zawodników szkoły, dotarł do reprezentacji Serbii i gra dziś w Dinamie Pančevo. W seniorskiej piłce ręcznej występują też wychowanki - Ana Tošović, Jelena Vidojević i Milica Moldova.
Jednak prawdziwym przełomem okazała się współpraca z RK Borba, która pozwoliła rozwiązać kluczowy problem - co z nastolatkami kończącymi szkołę podstawową? W wieku 15-16 lat wielu młodych zawodników porzuca sport. Nowe obowiązki szkolne, nacisk rodziców na naukę, brak perspektyw - to wtedy wiele karier kończy się, zanim tak naprawdę się zaczęło.
- Borba dała tym dzieciom halę, terminy i jasną perspektywę. Do projektu włączyły się też inne kluby - Zemun i Rakovica. To coś, co przywraca wiarę - przyznaje Radulović (tłum. red.).
„Ścigamy wyniki u dzieci, a potem pytamy, gdzie są zawodnicy”
Największy grzech serbskiej piłki ręcznej? Zdaniem Radulovicia - wczesna specjalizacja i kult wyników w najmłodszych kategoriach wiekowych.
- Trenerzy sięgają po wczesną specjalizację, bo przynosi im ona zwycięstwa. Wynik staje się potwierdzeniem jakości pracy. Dostają poparcie rodziców, działaczy. I tak utrwala się błędny model - wyjaśnia (tłum. red.).
Efekt? Gdy tacy zawodnicy trafiają do kategorii juniorów lub seniorów, okazuje się, że brakuje im kreatywności, czytania gry i zdolności do samodzielnego rozwiązywania sytuacji. Zostają wyuczone schematy i zautomatyzowane akcje - ale nie ma prawdziwego piłkarza ręcznego.
- To jak różnica między porsche a słabszym samochodem. Jeden radzi sobie w każdym zakręcie, drugi już przy pierwszej trudniejszej sytuacji ma problem - obrazowo tłumaczy Radulović (tłum. red.).
Serbia nie wie, jak chce grać w piłkę ręczną
Trener zadaje fundamentalne pytanie, na które serbskie środowisko piłki ręcznej wciąż nie ma odpowiedzi: po czym jesteśmy rozpoznawalni? Jaki styl gry chcemy reprezentować? Jakich zawodników chcemy wychowywać?
- Nie mamy wspólnego celu ani jasnej metodologii. Dopóki tego nie będzie, trudno mówić o poważnym, systemowym rozwoju - ocenia (tłum. red.).
Radulović przyznaje, że po niemal dekadzie pracy jest dziś mniejszym optymistą niż na początku - nie dlatego, że stracił pasję, ale dlatego że lepiej rozumie skalę problemu. Widzi wyraźnie dystans dzielący serbską piłkę ręczną od zachodnioeuropejskich ekip grających nowoczesny handball.
Trener to nie organizator - to fachowiec
W rozmowie pojawia się też wątek roli trenera w serbskich realiach. Radulović uważa, że trenerzy pracujący z młodzieżą wzięli na swoje barki zbyt wiele zadań, które nie są ich domeną - organizację, logistykę, administrację.
- Trener powinien być strażnikiem wiedzy i warsztatu. Cała reszta w klubie powinna wspierać ten proces. U nas jest odwrotnie - mówi wprost (tłum. red.).
I apeluje, żeby trenerzy byli głośniejsi w domaganiu się swoich praw - nie dla własnego ego, ale w obronie jakości szkolenia.
Tymczasem Arena patrzy w przyszłość. Ulepszony dostęp do hal, nowe grupy, współpraca z RK Borba - to powody do umiarkowanego optymizmu. Jednak dopóki Serbia nie odpowie sobie na pytanie, jakiego piłkarza ręcznego chce wychować, kolejne pokolenia będą tracone na ołtarzu wyników w pionierach i kadetach.
Źródło: balkan-handball.com





