Dobry start, ale szybko pojawiły się problemy
Po przekonującym zwycięstwie nad Aalborg w poprzedniej kolejce, PSG przystępowało do starcia z Zagrzebiem w roli faworyta. Paryżanie zaczęli spotkanie z dużą energią - solidna defensywa blokowała ataki pozycyjne Chorwatów, którzy zbyt często szukali rozwiązań przez jednego zawodnika, Giorgiego Tskhovrebadze. W ataku PSG skutecznie rozgrywało akcje skrzydłami, co szybko przełożyło się na wynik. Po 13 minutach paryżanie prowadzili 10:4, czyli aż sześcioma bramkami.
Trener Zagrzebia Jakov Gojun natychmiast zareagował przerwą na żądanie, wprowadzając do bramki Sandra Mestrica. Zmiennik zaczął odbijać kolejne piłki, a chorwacka obrona się ustabilizowała. Tymczasem trener PSG Stefan Madsen też sięgnął po rotacje i właśnie wtedy zaczęły się kłopoty gospodarzy. Paryżanie tracili piłki jedna po drugiej, a ich defensywa, wcześniej nie do przejścia, zaczęła się sypać. Zagreb błyskawicznie odrobił straty i w 21. minucie było już tylko 13:12.
Wyrównanie i cień porażki przed przerwą
Chorwaci nie zwalniali. Dwa kolejne przewinienia w ataku odgwizdane Elohimowi Prandiemu pozwoliły Zagrzebowi doprowadzić do remisu 15:15 w 25. minucie. Chwilę później gość wyszedł nawet na prowadzenie 16:15. PSG, które jeszcze kilkanaście minut wcześniej dominowało na boisku, nagle znalazło się pod ścianą.
Do przerwy paryżanie prowadzili już tylko 18:17 - bilans pierwszej połowy trudno uznać za satysfakcjonujący po tak obiecującym otwarciu.
Druga połowa - walka o każdą bramkę
Po zmianie stron Chorwaci przez pierwsze sześć minut nie trafili do bramki rywala, ale PSG nie potrafiło tego wykorzystać i zamienić na bezpieczną przewagę. Mecz przerodził się w prawdziwą bitwę na bramki - obie drużyny szły łeb w łeb, a w 45. minucie było już 26:26.
Paryżanie wyraźnie mieli problem z grą Zagrzebia w przewadze siedmiu zawodników w polu. Z kolei Chorwaci fizycznie się wypalali - było widać, że brakuje im sił. W końcówce ta przewaga kondycyjna PSG przeważyła szalę. Paryżanie finiszowali mocniej i ostatecznie wygrali 34:30.
Prandi i Omar na czele
Bohaterami spotkania po stronie PSG byli przede wszystkim rozgrywający. Yahia Omar zakończył mecz z imponującym dorobkiem dziesięciu bramek, a Elohim Prandi dorzucił ich osiem. To właśnie ten duet po raz kolejny uratował paryżan w trudnym momencie.
Wynik jest pozytywny, ale forma drużyny z Paryża budzi pewien niepokój. Zdolność do roztrwonienia sześciobramkowej zaliczki w krótkim czasie to sygnał alarmowy przed kolejnymi, trudniejszymi rywalami w Lidze Mistrzów. PSG wygrywa, ale nie dominuje - i to właśnie niepokoi kibiców oraz analityków najbardziej.
Źródło: handnews.fr





