Dominacja w pierwszej połowie, kryzys po przerwie
Montpellier weszło w mecz jak burza. Już od pierwszych minut to MHB dyktował warunki gry - Rémi Desbonnet w bramce był nie do przejścia, a w ataku świetnie prezentowali się Balaguer, Casado i Plantin. Po bramce Leó Plantina w trzeciej minucie po kontrze napędzonej przez samego Desbonneta Montpellier regularnie powiększało prowadzenie. Seria 4:0 dała gospodarzom komfortowe 11:6 w 27. minucie, a do przerwy MHB prowadził 12:8.
PSG przez całą pierwszą połowę był bezsilny w ataku - jedyną iskrę nadziei dawały rzuty karne Kamila Syprzaka. Paryżanie zdobyli zaledwie osiem bramek przez 30 minut, co boleśnie przypominało to, z czym sam MHB będzie się zmagał po przerwie.
Kompletne odwrócenie losów
Druga połowa to zupełnie inna historia. Montpellier wróciło z szatni bez właściwej koncentracji i intensywności, a PSG skrzętnie to wykorzystał. Paryżanie błyskawicznie odrobili czterobramkową stratę i już w 36. minucie było 12:12. Od tego momentu mecz toczył się punkt za punkt - żadna z drużyn nie była w stanie uciec rywalom na więcej niż jedno trafienie.
Debiutancką bramkę dla Montpellier strzelił Paschal, letnie wzmocnienie z Saint-Raphaël (13:12, 37. min.), ale chwilę później ten sam zawodnik wyleciał z boiska na dwie minuty za udział w kłótni między Desbonnetem a Ellisonem. W 44. minucie Karlsson minął bramkarza MHB i PSG wyszedł na prowadzenie 17:16. Wyrównanie nastąpiło szybko, lecz w końcówce to paryżanie okazali się skuteczniejsi.
Dramatyczna końcówka
Na cztery minuty przed końcem rzut karny Solé dał PSG prowadzenie 20:18. Trener Montpellier Erick Mathé wziął ostatnią przerwę na żądanie. Moraes nie trafił w decydującym pojedynku jeden na jeden z bramkarzem w 57. minucie. Przy stanie 20:21 PSG poprosił o czas w ostatnich 15 sekundach - Montpellier odzyskało piłkę, ale Syprzak sfaulował, a podanie Desbonneta do Paschala nie dotarło do celu. Mecz skończył się zwycięstwem PSG 21:20.
Symboliczna wymowa wyniku jest znamienna: tak jak PSG w pierwszej połowie strzelił tylko osiem bramek, tak samo Montpellier zdołał trafić do siatki dokładnie osiem razy po przerwie.
Desbonnet: "Koniec meczu był do niczego"
Po meczu bardzo emocjonalnie wypowiadał się Rémi Desbonnet, bramkarz Montpellier: - Jestem niesamowicie dumny z całej drużyny. To był mecz na poziomie Ligi Mistrzów. PSG broniło niesamowicie. My sami się nie poddawaliśmy. Mieliśmy słaby początek drugiej połowy. Ten koniec meczu jest po prostu smutny - ludzie płacą za bilety i dostali taki finał. Historia się powtarza... Gratuluję Paryżowi, bo zagrali świetny mecz.
Co dalej?
Montpellier już w najbliższy piątek, 4 września o godzinie 20:00 rozgrywa pierwszy mecz ligowy w Liqui Moly Starligue. Rywalem MHB na własnym parkiecie FDI Stadium będzie Chartres.
Źródło: lnh.fr





