Piątkowe popołudnie w czeskim Chebie przyniosło kolejny sprawdzian dla kadry Arne Senstada. Po porażce ze Słowenią 28:29, Polki stanęły naprzeciw gospodyń turnieju - Czeszek, które również przygotowują się do grudniowych Mistrzostw Europy. Dla obu ekip to wyjątkowa impreza, bo po raz pierwszy w historii Polska i Czechy wspólnie zorganizują wielki turniej kontynentalny.
Trudny początek i problemy w ofensywie
Już pierwsze minuty pokazały, że Biało-Czerwone mają poważne kłopoty. Czeszki szybko objęły prowadzenie 3:0, co zmusiło norweskiego selekcjonera do reakcji. Senstad sięgnął po time-out i wprowadził szeroki pakiet zmian - na parkiet weszły Monika Kobylińska, Karolina Jureńczyk, Patrycja Noga oraz debiutująca w seniorskiej kadrze Zuzanna Zimnicka.
Pierwsze trafienie Polek padło dopiero w 11. minucie, gdy Daria Michalak skutecznie wykończyła akcję ze skrzydła. To nieco uwolniło zespół, ale Czeszki konsekwentnie utrzymywały przewagę. Po kwadransie gry było 6:4 dla gospodyń. Ratunkiem dla Polski okazała się świetnie dysponowana Adriana Płaczek, która kilkakrotnie gasiła niebezpieczne sytuacje.
Debiut Zimnickiej i wyrównana końcówka pierwszej połowy
Senstad nieprzerwanie rotował składem, szukając optymalnego zestawienia. Na parkiecie pojawiły się kolejno Joanna Gadzina, Joanna Granicka i Adrianna Górna. Efekty przyszły stopniowo - Zimnicka, bardzo aktywna od początku swojego debiutu, trafiła dwukrotnie, a w 22. minucie Natalia Pankowska doprowadziła do remisu 8:8.
Czeszki ponownie odskoczyły na dwa gole (10:8). Polki zdołały jeszcze odpowiedzieć jednym trafieniem przed przerwą, schodząc do szatni przy wyniku 9:10 - pozostając w zasięgu rywala.
Druga połowa: ambitna walka, ale bez efektu
Po zmianie stron trwała wyrównana wymiana ciosów. Obie drużyny mocno pracowały w defensywie, co sprawiało, że każdy gol wymagał ciężkiej pracy. Z czasem jednak gospodynie znów zaczęły przejmować kontrolę - w 40. minucie prowadziły już 13:10, kwadrans przed końcem było 15:12, a w 48. minucie różnica urosła do czterech trafień (18:14).
Biało-Czerwone ambitnie próbowały odrabiać straty, ale piłka uparcie nie chciała wpadać do czeskiej bramki. Zatrzymywały ją zarówno rywalki, jak i konstrukcja bramki - słupki oraz poprzeczka. Nieco skuteczniejsze były tylko Kobylińska, Paulina Uścinowicz i Noga, ale na pięć minut przed końcem Czeszki nadal kontrolowały sytuację przy wyniku 23:19.
Kiedy gospodynie podwyższyły do 24:19, losy meczu były przesądzone. Ostatecznie zwyciężyły 27:25, a tytuł MVP spotkania w polskiej ekipie otrzymała Monika Kobylińska, która wzięła na siebie ciężar ataku w najtrudniejszych momentach.
Kontuzja Kochaniak i trzeci mecz przed nami
Polki musiały radzić sobie bez Karoliny Kochaniak, która w meczu ze Słowenią doznała urazu stawu skokowego. Rozgrywająca po wspólnej decyzji ze sztabem szkoleniowym pozostała poza protokołem meczowym. Jej udział w niedzielnym pojedynku również stoi pod znakiem zapytania.
Ostatni sprawdzian w Chebie czeka Biało-Czerwone w niedzielę 27 września o godzinie 13:00, gdy zmierzą się z drugą reprezentacją Norwegii. Wszystkie mecze turnieju można oglądać na żywo na platformie hazena.tv prowadzonej przez Czeską Federację Piłki Ręcznej.
Czechy z gwiazdą Ligi Mistrzyń
Warto dodać, że Czeszki w ostatnich latach należą do szerokiej światowej czołówki. Podczas mistrzostw świata 2023 dotarły do ćwierćfinału, kończąc turniej na ósmym miejscu. W zespole gospodyń błyszczy Markéta Jeřábková - lewa rozgrywająca, triumfatorka Ligi Mistrzyń i MVP turnieju Final Four. Po przerwie związanej z urlopem macierzyńskim wróciła do kadry i już w pierwszym meczu turnieju zdobyła sześć bramek.
Źródło: zprp.pl





