Mecz w Biłgoraju miał dwie zupełnie różne odsłony. Galiczanka rozpoczęła pewnie, szybko prowadząc 6:2, a później 7:4. Piotrcovia stopniowo zmniejszała dystans (7:6 w 18. minucie), ale gospodynie nie oddały inicjatywy. Szczególnie udana była końcówka pierwszej połowy - przy stanie 11:10 zespół ze Lwowa zdobył cztery bramki z rzędu i do przerwy schodził z prowadzeniem 15:10.
Sześć bramek z rzędu po przerwie
Po zmianie stron Galiczanka trafiła na 16:10, ale to był ostatni moment przewagi gospodyń. Piotrcovia zdobyła sześć goli z rzędu, doprowadzając do wyrównania 16:16, a chwilę później po raz pierwszy wyszła na prowadzenie. Gospodyniom udało się jeszcze wyrównać na 18:18, jednak kolejne cztery trafienia padły łupem ekipy z Piotrkowa.
W drugiej połowie przewaga gości rosła systematycznie, sięgając w pewnym momencie siedmiu bramek. Lwowianki próbowały zmniejszyć stratę w końcówce, ale ostatecznie Piotrcovia wygrała drugą część meczu aż 18:8, a cały mecz 28:23.
Gra bramkarek zrobiła różnicę
Kluczową różnicą między obiema połowami była skuteczność między słupkami. Mariia Poliak z Galiczanki zanotowała jedną obronę, podczas gdy trio bramkarek Piotrcovii zatrzymało łącznie dziewięć rzutów rywalek. Gospodynie popełniły również 17 strat przy 13 u przyjezdnych.
W Galiczance najskuteczniejsza była Svitlana Havrysh z ośmioma bramkami. Mariana Markevych i Vladislava Sorokina dołożyły po cztery trafienia, Iryna Prokopiak trzy, a Kateryna Kozak i Vanessa Lakatosh po dwa.
Po stronie Piotrcovii główną postacią okazała się Natalia Nosek, autorka dziewięciu goli. Romana Roszak trafiła pięć razy, a Joanna Gadzina i Patrycja Królikowska po cztery.
Galiczanka Lwów - KRASOŃ MKS Piotrcovia 23:28 (15:10)
Źródło: media.orlen-superliga.pl





