30 maja w hali "Biljanini Izvori" rozegrane zostanie historyczne spotkanie. Ohrid podejmie u siebie węgierską Tatabanyę w finale Pucharu EHF. Rok temu w tym samym pucharze triumfował Alkaloid Skopje - Macedonia ma więc szansę na drugi z rzędu triumf na europejskiej arenie.
Liczby, które robią wrażenie
To, co Ohrid wyczynia w tej edycji rozgrywek, nie ma precedensu w historii Pucharu EHF ani jego poprzednika - Pucharu Challenge. W dziesięciu meczach drużyna z macedońskiego kurortu nad jeziorem Ochrydzkim zdobyła aż 114 bramek więcej niż jej rywale. Żaden zespół wcześniej nie osiągnął takiego wyniku na drodze do finału tej imprezy.
Dla porównania - dotychczasowe rekordy wyglądały następująco:
- Sporting Lizbona (2018/19) - 10 zwycięstw, różnica bramkowa +99
- SKA Mińsk (2012/13) - 10 meczów, różnica +86
- ČSM Bukareszt - różnica +76 (jeden remis)
- AEK Ateny - różnica +73 (jedna porażka i remis)
- Alkaloid Skopje (2023/24) - różnica +71 (remis i porażka)
- Vojvodina - różnica +67 przy dwóch porażkach
Ohrid bije wszystkich na głowę. Co więcej, w tym wieku tylko trzy drużyny zdołały dojść do trofeum bez jednej wpadki - Sporting, szwedzki Savehof (2014) oraz SKA Mińsk (2013). Ohridczycy tej sztuki nie dokonają - jedną porażkę mają już na koncie - ale i tak ich dominacja jest absolutnie bezprecedensowa.
Tatabanya nie imponuje statystykami
Interesujący jest kontrast między obiema finalistkami. Węgierska Tatabanya dotarła do finału zupełnie inną drogą - z dorobkiem dwóch porażek, jednego remisu i skromną różnicą bramkową zaledwie +23. To przepaść w porównaniu z macedońskim hegemonem.
Czy ta dysproporcja przełoży się na wynik finału? Niekoniecznie - jeden mecz rządzi się własnymi prawami, a statystyki z całego sezonu rzadko decydują o wyniku pojedynku o puchar. Jedno jest jednak pewne: Ohrid wchodzi do finału jako absolutny faworyt, a Macedonia Północna znów ma realną szansę, by świętować europejski triumf swoich piłkarzy ręcznych.
Źródło: balkan-handball.com





