Początek meczu w Rumunii był dla Odense wyjątkowo ciężki. Solidna defensywa gospodyń i świetna gra bramkarki Eveliny Eriksson skutecznie blokowały kolejne próby ataku duńskich zawodniczek. Dopiero pod koniec pierwszej połowy Helene Fauske i Viola Leuchter zaczęły rozpędzać grę ofensywną swojego zespołu.
Gra siedem na sześć dała prowadzenie, ale i problemy
Po przerwie Odense zaczęło śmielej stosować grę bez bramkarki, co okazało się skutecznym narzędziem - gościom udało się odwrócić losy meczu i wyjść na prowadzenie 22:20. Ta taktyka miała jednak też słabą stronę.
Szybkie, niedokładne ataki przy pustej bramce dawały Glorii Bistrița kolejne okazje. Cztery bramki z rzędu odwróciły sytuację na boisku i to gospodynie ostatecznie cieszyły się z triumfu.
Vestergaard: nie spodziewaliśmy się czegoś takiego
Po meczu trener Jakob Vestergaard nie krył rozczarowania, wskazując na dwa kluczowe problemy. - Mieliśmy wzloty i upadki, a na końcu zmarnowaliśmy zbyt wiele okazji. Bardzo trudno tu grać - atmosfera w hali, hałas kibiców. Tego się nie spodziewaliśmy - powiedział szkoleniowiec Odense w rozmowie z portalem eurohandball.
Halilcevic i Leuchter najskuteczniejsze
Indywidualnie najlepiej w barwach Odense wypadła Elma Halilcevic, która trafiła do bramki sześć razy na siedem prób. Tyle samo goli zdobyła Viola Leuchter, ale Odense wróciło do Danii bez punktów.
Odense zagrało bez Anny Wiachiriewej, której nie było w kadrze zgłoszonej na ten mecz Ligi Mistrzyń.
Źródło: hbold.dk





