Kryzys na starcie
Kiedy Martin Pedersen przejmował stery w Nordsjælland Håndbold jako nowy przewodniczący zarządu, myślał o rozwoju klubu i ambitnych planach na przyszłość. Rzeczywistość szybko zweryfikowała te plany - już w sierpniu musiał przeprowadzić jedno z najtrudniejszych zadań w każdej organizacji sportowej: zwolnienie trenera.
„To był chaos i stres. Mój kalendarz był wypełniony zupełnie innymi sprawami, niż się spodziewałem" - przyznał Pedersen w rozmowie z „Sjællandske Nyheder".
„Było to ciężkie doświadczenie zarówno dla całej organizacji, jak i dla mnie osobiście. Ale to właśnie takie wyzwania wpisują się w rolę prezesa" - dodał.
Spokój powrócił, klub się zjednoczył
Po odejściu Aagaarda stanowisko tymczasowego szkoleniowca objął Nicolaj Jensen, a w ubiegłym tygodniu nowym trenerem pierwszej drużyny został Lasse Folkmann. Sytuacja w klubie powoli wraca do normy.
Co ciekawe, Pedersen uważa, że dramatyczny początek miał też pewien nieoczekiwany efekt - mobilizujący. Według prezesa cały klub zjednoczył się w obliczu kryzysu, co zaowocowało większą spójnością organizacji.
Ambitny plan na 2030 rok
Teraz Martin Pedersen może wreszcie skupić się na tym, po co właściwie trafił do Nordsjælland - na budowaniu klubu od nowa. Władze klubu opracowały ambitną strategię rozwoju do 2030 roku, której cele są bardzo konkretne:
- Awans do Final4 duńskiej ligi najpóźniej w 2030 roku
- Trwałe zadomowienie się w czołówce Bambuni Herreligaen
- W nadchodzącym sezonie - miejsce w top-8
- Podwojenie przychodów komercyjnych (obecnie koszty płac wynoszą około 7,5 miliona koron)
- Wzrost średniej frekwencji z około 1100 do 2000 widzów na meczu
Martin Pedersen nie przyszedł do Nordsjælland Håndbold, żeby zarządzać tym, co zastał. Jego misją jest zbudowanie zupełnie nowej wersji tego klubu - i pomimo burzliwego startu, zamierza tę misję wypełnić.
Źródło: hbold.dk





