Kontrast był uderzający. W miniony weekend Nordhorn-Lingen gościło na własnym turnieju przygotowawczym Premium Cup takich gigantów jak Paris Saint-Germain, FC Barcelona czy Füchse Berlin. Na boisku podopieczni trenera Marka Bulta zaprezentowali się zaskakująco dobrze - z Barceloną przegrali zaledwie trzema bramkami (41:44), a PSG ograli 44:38 (Paryżanie dzień wcześniej ulegli Berlinowi). Poza boiskiem jednak obraz jest znacznie mniej optymistyczny.
Prawie 800 tysięcy euro na minusie
Według danych z rejestru handlowego, do których dotarł portal Handball-World, bilans finansowy klubu za sezon 2024/2025 zamknął się deficytem wynoszącym 779 tysięcy euro. To astronomiczna kwota jak na realia drugiej ligi niemieckiej. Informacja wyszła na jaw 21 lipca i wywołała niemałe poruszenie w środowisku.
Raport wskazywał co prawda, że deficyt stopniowo maleje, a Nordhorn-Lingen może się pochwalić trzecią najlepszą frekwencją w 2. Bundeslidze. Mimo to wiele osób zadało sobie pytanie: jak to możliwe, że komisja licencyjna Ligi nie wykryła tych problemów? Tym bardziej że na przełomie kwietnia klub otrzymał licencję na grę w drugiej lidze „bez żadnych warunków".
Krefeld żąda sprawiedliwości i awansu
Szczególnie głośno o aferze mówi się w Krefeld. Tamtejszy klub, który w minionym sezonie spadł do 3. Ligi jako 17. zespół rozgrywek, widzi w całej sprawie potencjalne oszustwo, które mogło zaburzyć uczciwość rywalizacji. Władze Krefeld twierdzą, że sytuacja finansowa Nordhornu podważała „integralność i równość szans" w lidze i złożyły oficjalny protest, domagając się zdegradowania rywala - co automatycznie oznaczałoby ich powrót do drugiej ligi.
5 sierpnia liga odrzuciła ten wniosek, jednak sprawa nie jest jeszcze zamknięta. Komisja licencyjna postanowiła ponownie przesłuchać przedstawicieli Nordhornu, a jej ostateczna decyzja wciąż nie zapadła. Krefeld rozważa z kolei skierowanie sprawy do sądu cywilnego i dochodzenie odszkodowania.
Na razie Nordhorn-Lingen figuruje na liście uczestników 2. Bundesligi, choć liga zapowiedziała możliwość odjęcia sześciu punktów na starcie sezonu. Czas goni - rozgrywki ruszają 30 sierpnia.
Niemcy też mają problem z finansami klubów
Cała sprawa przypomina, że nawet w najsilniejszym piłkarsko-ręcznym kraju świata żaden klub nie jest bezpieczny przed kryzysem finansowym. Nordhorn-Lingen zresztą już raz znalazło się w podobnych tarapatach - w 2009 roku zadłużenie zmusiło klub do spadku z Bundesligi. Wtedy odeszły prawdziwe gwiazdy: Holger Glandorf, Bjarte Myrhol, Steffen Weinhold oraz trener Ola Lindgren.
W kolejnych latach problemy finansowe dotknęły Hamburg - kilkukrotnie w ciągu ostatniej dekady, ostatnio latem 2024 roku. Zaledwie rok temu czołowy klub kobiecej piłki ręcznej w Niemczech, HB Ludwigsburg, ogłosił bankructwo i zakończył działalność. Niemcy mogą być potęgą w tej dyscyplinie, ale kondycja finansowa ich klubów pozostawia wiele do życzenia.
Źródło: handnews.fr





