Eurosport odchodzi, nikt nie przychodzi
Kontrakt Eurosportu z Europejską Federacją Piłki Ręcznej obowiązywał do końca sezonu 2025/2026. Tymczasem przy okazji losowania grup nowego sezonu wyszło na jaw, że żaden nadawca nie podpisał nowej umowy. Warto przypomnieć, że Eurosport nabył prawa do transmisji piłki ręcznej pięć lat temu właściwie przy okazji - jako warunek konieczny do uzyskania praw do biathlonu, który jest dla tej stacji sportowym numerem jeden. Handball nigdy nie był dla Eurosportu priorytetem, a Liga Mistrzów EHF trafiła do ich oferty niejako z konieczności.
Efekt? Od nowego sezonu mecze Ligi Mistrzów we Francji będzie można oglądać wyłącznie przez EHF TV - własną platformę streamingową federacji, dostępną w abonamencie za 7,99 euro miesięcznie. I tu pojawia się poważny problem: platforma nie działa na telewizorach Smart TV ani przez dekodery internetowe. Oznacza to, że mecze będzie można śledzić jedynie na komputerze lub smartfonie, a komentarz - rzecz jasna - będzie wyłącznie po angielsku.
Starligue na beIN Sports, Liga Mistrzów w próżni
Kontrast z sytuacją krajowych rozgrywek jest uderzający. Starligue - francuska liga mężczyzn - pozostaje na beIN Sports, który nadal będzie transmitować trzy najlepsze mecze każdej kolejki w całości i na żywo. Liga kobiet również zachowuje swoją obecność w ramówce. Europejskie puchary zostają natomiast bez nadawcy.
Ta dysproporcja odsłania pewną hierarchię w myśleniu stacji telewizyjnych: liga krajowa jeszcze jakoś generuje oglądalność, więc warto w nią inwestować. Europejskie puchary? Już nie. A przecież Liga Mistrzów EHF skupia najlepsze kluby i najlepszych zawodników świata. Brak zainteresowania ze strony nadawców to wymowny sygnał o tym, jak postrzegana jest wartość rynkowa europejskiej piłki ręcznej we Francji.
Częściową odpowiedzią na pytanie "dlaczego?" jest brak wielkiego klubu, który regularnie walczyłby o Final4 w Kolonii. Nawet marka PSG Handball - rozpoznawalna i ważna dla EHF - nie wystarcza, by wzbudzić wystarczające zainteresowanie komercyjne.
Kibice zapłacą więcej, zobaczą mniej
Dla zagorzałych fanów piłki ręcznej nowa rzeczywistość będzie nie tylko mniej wygodna, ale też droższa. Dotychczas część kibiców i tak musiała łączyć abonament Eurosportu z dostępem do EHF TV, by śledzić wszystkie mecze. Teraz sytuacja zmienia się jakościowo: jeden obowiązkowy abonament na platformie, która nigdy nie zdobyła szerszego grona odbiorców poza twardym jądrem fanów.
Teoretycznie jest w tym pewna logika - EHF TV agreguje w jednym miejscu Ligę Mistrzów, European League i imprezy międzynarodowe. Jednak to żadna pociecha. Zamknięta platforma streamingowa nie przyciągnie nowych kibiców. Utrzyma może tych, którzy już są - i tylko ich. Nie tędy droga do popularyzacji dyscypliny.
Widownia w halach jest, ale telewizja odwraca wzrok
Paradoks tej sytuacji dobrze ilustrują liczby. Ostatnia edycja Ligi Mistrzów zgromadziła niemal 600 tysięcy widzów na trybunach w ciągu 128 meczów - to średnio ponad 4 600 osób na spotkanie. Final4 w Kolonii co roku przyciąga tłumy zagorzałych kibiców. Zainteresowanie sportem jest więc realne. Problem w tym, że nie przekłada się ono na decyzje zakupowe stacji telewizyjnych.
Brak nadawcy to nie efekt braku publiczności - to efekt decyzji czysto komercyjnych. Stacje po prostu nie widzą w piłce ręcznej wystarczająco rentownej inwestycji. W tym samym czasie inne dyscypliny - zarówno kobiece, jak i męskie - bez problemu podpisują wieloletnie umowy z poważnymi nadawcami.
Jeszcze nie wszystko stracone?
Służby EHF zaznaczyły, że negocjacje z potencjalnym francuskim nadawcą wciąż trwają i mogą przynieść efekt przed 5 września - datą inauguracji Ligi Mistrzów kobiet. Do tego czasu transmisje we Francji domyślnie trafiają na EHF TV. Czy uda się znaleźć chętnego? Pozostaje mieć nadzieję - choć na razie cisza mówi sama za siebie.
Źródło: handnews.fr





