Serbski turniej zapisze się w pamięci jako moment przełomowy dla polskiej młodzieżówki. W dwunastu dniach podopieczni Wojciecha Jedziniaka stoczyli osiem batalii - trzy wygrali, raz zremisowali i czterokrotnie schodzili z boiska pokonani. Końcowa pozycja może rozczarowywać, ale w szerszej perspektywie wyjazd nad Bałkany przyniósł znacznie więcej pozytywów niż sugeruje tabela.
Wielki powrót do europejskiej stawki
Rozpoczęcie turnieju mogło napawać optymizmem. Norwegia? Pokonana 32:26. Słowacja? Rozbita 38:33. Dwa mecze, dwie wygrane i upragniony awans do fazy pucharowej - coś, czego biało-czerwoni juniorzy nie zaznali od 2014 roku. Wtedy zakończyli zmagania na ósmej pozycji, teraz zamierzali powtórzyć, a może nawet poprawić tamten wynik.
"Potrafimy rywalizować z mocnymi europejskimi reprezentacjami w tej kategorii wiekowej. Wyjście z grupy po starciach z Norwegią i Słowacją było ważnym potwierdzeniem naszej pozycji" - zaznacza Jakub Bonisławski, koordynator szkolenia w pionie męskim ZPRP.
Sama Europejska Federacja zwróciła uwagę na świetną postawę polskiego zespołu w początkowej fazie rywalizacji. Ambitna gra i determinacja młodzieży z Polski nie przeszły niezauważone.
Szesnaście sekund od historii
Faza grupowa zakończyła się wprawdzie wysoką przegraną z potężną Danią (23:35), ale prawdziwe emocje czekały na Polaków w rundzie głównej. Remis z Wyspami Owczymi 35:35, choć wydawał się rozczarowujący, przez większą część spotkania należał do nas. W końcówce zabrakło jednak koncentracji.
"Byliśmy sześć sekund od ćwierćfinału" - wspomina ze smutkiem Wojciech Jedziniak. "Przez większość meczu z Wyspami Owczymi to my dyktowaliśmy warunki, ale pozwoliliśmy rywalom doprowadzić do remisu w ostatnich sekundach".
Jeszcze większa dramaturgia towarzyszyła starciu z Hiszpanią, która ostatecznie dotarła do półfinału. Polacy przegrali 30:32, ale była to porażka smakująca niemal jak zwycięstwo. W końcówce to biało-czerwoni gonili rywali, będąc krok od bezcennego punktu.
"To my goniliśmy Hiszpanów i byliśmy bardzo blisko zdobycia punktu, który dałby nam awans do ćwierćfinału. Z perspektywy gotowości zespołu do rywalizacji z najlepszymi jestem bardzo zadowolony" - dodaje selekcjoner.
Detale decydują o wszystkim
Na najwyższym poziomie każdy szczegół ma znaczenie. Polscy juniorzy przekonali się o tym boleśnie w starciach z Hiszpanią, Wyspami Owczymi czy Izraelem, z którym przegrali minimalnie 34:35. Wszystkie te pojedynki kończyły się różnicą jednej, maksymalnie dwóch bramek.
"O wyniku decyduje suma detali" - wyjaśnia Bonisławski. "To już nie kwestia jednego elementu. Znaczenie mają przygotowanie techniczne i taktyczne, podejmowanie decyzji pod presją, przygotowanie fizyczne, odporność mentalna, regeneracja oraz utrzymanie koncentracji przez cały mecz".
Osiem spotkań w dwanaście dni to prawdziwa próba wytrzymałości. Każdy kolejny mecz oznaczał większe zmęczenie, rosnącą presję i konieczność błyskawicznej regeneracji. Utrzymanie wysokiego poziomu w takich warunkach to sztuka, której młodzi Polacy dopiero się uczą.
Atak błyskawiczny broni, obrona wymaga pracy
Dorobek 271 bramek w ośmiu meczach świadczy o ofensywnym potencjale kadry. Kamil Skiba zapisał na swoim koncie 48 trafień, Aleks Kruszelnicki dołożył 44 gole. Bramkarz Aleksander Drzewiński również potrafił stanąć na wysokości zadania, a w rozegraniu błyszczeli Mateusz Tkaczyk i Jakub Moryto.
"Z elementów, z których jestem zadowolony, na pewno wymieniłbym atak szybki. Bardzo mocno pracowaliśmy nad nim w Szczyrku i przyniosło to efekt, szczególnie w meczach o wysokiej intensywności" - cieszy się Jedziniak.
Gorzej wyglądała sytuacja w defensywie. To właśnie tam eksperci ZPRP dostrzegają największe pole do poprawy.
"Korzystniej prezentowaliśmy się w ofensywie. Więcej rezerw widzimy w organizacji i jakości gry obronnej. To obszary już zdiagnozowane i będą one jednym z najważniejszych elementów dalszej pracy" - nie ukrywa Marcin Smolarczyk, Dyrektor Sportowy związku.
Selekcjoner planuje zwiększyć elastyczność zespołu w przechodzeniu między różnymi ustawieniami obronnymi. Gra z systemem 6-0 wymaga większej plastyczności, a wprowadzenie formacji 5-1 może pomóc w starciach z rywalami grającymi przez środek.
Kryzys i odbicie
Po serii wyrównanych, ale przegranych meczów, przyszedł naтруdniejszy moment turnieju. Porażka z Izraelem jedną bramką, a następnie bolesna klęska z gospodarzami z Serbii 28:35 pokazały, że młodzi Polacy osiągnęli chwilowy kryzys.
"Seria bolesnych porażek spowodowała, że spotkanie z Serbią było efektem chwilowego kryzysu. Uważam, że jesteśmy równorzędnym rywalem dla takiej reprezentacji" - ocenia trener.
Kluczowa była reakcja w ostatnim meczu. Zwycięstwo 41:35 ponownie z Wyspami Owczymi nie tylko zapewniło piętnastą lokatę, ale przede wszystkim przypieczętowało awans na mundial.
Przepustka na mundial - pierwszy od dwudziestu lat
To najcenniejszy skarb przywieziony z Serbii. Po raz pierwszy od 2007 roku polska młodzieżówka sportowo wywalczyła prawo gry na mistrzostwach świata do lat 19, które odbędą się w 2027 roku. Wprawdzie w 2015 także byliśmy na mundialu, ale wtedy dostaliśmy się jako zespół zastępczy.
"Nie traktujemy 15. miejsca jako wyniku, który sam w sobie miałby być powodem do satysfakcji. Znacznie ważniejszym efektem jest wywalczony na boisku awans na mistrzostwa świata, które będą bardzo istotnym momentem dla rozwoju tej drużyny" - podkreśla Smolarczyk.
Dla wielu zawodników był to pierwszy wielki turniej w karierze. Doświadczenie, którego nie da się zdobyć w żaden inny sposób.
"Sami zawodnicy przyznawali, że nie spodziewali się, jak bardzo różni się taki turniej od zgrupowań. Dwumecz czy sparingi nie oddają intensywności mistrzostw Europy" - zauważa Jedziniak.
Maraton trwa dalej
Bonisławski traktuje serbski turniej jako ważny krok naprzód, ale jednocześnie źródło cennych wskazówek na przyszłość. Najważniejsze, by wnioski nie pozostały tylko w notatkach sztabu kadry U18.
"Dane meczowe, informacje o obciążeniach, przygotowaniu motorycznym, regeneracji, funkcjonowaniu pod presją - wszystko to będzie analizowane i wykorzystywane w pracy z młodszymi rocznikami" - zapowiada koordynator szkolenia.
Dyrektor Smolarczyk przypomina, że w szkoleniu młodzieży nie ma miejsca na myślenie krótkookresowe.
"Szkolenie młodzieży jest bardziej maratonem niż sprintem. Liczy się konsekwencja, właściwy kierunek oraz zdolność do wyciągania wniosków z kolejnych etapów. Nie ma drogi na skróty, która pozwoliłaby w jednym sezonie nadrobić dystans budowany przez lata".
I dodaje: "Przy innym układzie wyników niewiele zabrakło, abyśmy znaleźli się w finałowej ósemce. Wówczas rozmawialibyśmy w zupełnie innej atmosferze, ale wnioski powinny zostać wyciągnięte w taki sam sposób".
Światowy egzamin w 2027 roku
Przed młodymi biało-czerwonymi teraz kolejne wyzwanie. Mundial U19 będzie nie tylko nagrodą za serbski występ, ale przede wszystkim sprawdzianem, czy polski handball młodzieżowy faktycznie zmierza we właściwym kierunku.
"Awans pozwala zachować ciągłość pracy i stworzyć zawodnikom kolejne środowisko, w którym będą musieli funkcjonować pod dużą presją" - zaznacza Bonisławski.
Smolarczyk podsumowuje: "Najważniejsze jest zachowanie ciągłości szkolenia i sprawienie, aby przyszłoroczne mistrzostwa świata były kolejnym krokiem w rozwoju tej grupy, a nie jednorazowym punktem odniesienia".
Serbia dała więc polskim juniorom coś więcej niż tylko miejsce w tabeli - dała doświadczenie, lekcję pokory i przepustkę na kolejny wielki turniej. Teraz czas wykorzystać te wszystkie wnioski.
Źródło: zprp.pl





