Trudno o bardziej emocjonalny comeback. Dagmara Nocuń, jedna z najbardziej doświadczonych zawodniczek w kadrze, zniknęła z parkietów na pół roku. Przestała grać w klubie, wypadła z reprezentacji, a jej 30. urodziny zbiegły się z jednym z najtrudniejszych momentów w karierze. Teraz wraca - silniejsza, głodna gry i z jasnym celem przed oczami.
Czarnogórski koszmar
Transfer do ŽRK Budućnost Podgorica miał być spełnieniem marzeń. Liga Mistrzyń, silny zespół, prestiżowy klub. Rzeczywistość okazała się brutalna.
"To była najgorsza decyzja transferowa w mojej karierze" - przyznaje bez ogródek 30-letnia skrzydłowa. Problem zaczął się niewinnie - wyjazd na zgrupowanie kadry w październiku. Po powrocie do Czarnogóry Nocuń całkowicie przestała dostawać szanse od nowego trenera.
"Zapytałam wprost, co się dzieje. Usłyszałam, że moja rywalka świetnie trenowała w klubie pod jego nieobecność. A przecież on nie widział, jak ja harowałam w reprezentacji" - wspomina z goryczą.
Sytuacja stała się nie do zniesienia. Przed wyjazdem na mistrzostwa świata Nocuń zadzwoniła do rodziców. "Trochę popłakałam" - mówi szczerze. Rodzice doradzili jej, by kierowała się sercem, nie pieniędzmi. Po mundialu decyzja zapadła - kontrakt został rozwiązany.
Świąteczny reset i rodzinne wsparcie
Dla zawodniczki spędzającej większość życia za granicą, możliwość świętowania Bożego Narodzenia w domu była luksusem. "Po tylu latach chciałam wreszcie przeżyć te chwile normalnie, z rodziną" - tłumaczy.
Przerwa miała potrwać do lutego. Ciągnęła się pół roku. Pojawiły się oferty klubowe, ale żadna nie przekonała byłej zawodniczki Metzingen czy Bistriţy. Nocuń została na Podlasiu i w Lublinie u siostry, uczestnicząc w komuniach i bierzmowaniach rodzinnych.
"Kiedy przez lata nie ma się okazji być przy takich momentach, naprawdę się je docenia" - podkreśla.
Zakończenie kariery? Nigdy nie było opcją. Skrzydłowa trenowała samodzielnie - siłownia, bieganie, praca nad formą. Efekt? Po przyjeździe na czerwcowe zgrupowanie w Szczyrku wcale nie czuła się gorsza od koleżanek grających regularnie.
Powrót jak z bajki
Latem Arne Senstad dowołał Nocuń do kadry, choć nie musiał. "To pokazało, że trener mnie nie skreślił i wciąż wierzy" - cieszy się zawodniczka.
Jeszcze lepiej ułożył się powrót klubowy. PGE MKS El-Volt Lublin, klub, w którym Nocuń odnosiła pierwsze sukcesy (2014-2021), ponownie otworzył przed nią drzwi. A sobotni debiut? Lepszy być nie mógł.
W Łodzi Lublinianka razem z nowymi koleżankami pokonała KGHM Zagłębie Lubin i sięgnęła po Superpuchar Polski. "Nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam się tak fantastycznie!" - wyznaje ze śmiechem.
Wszystko na jedną kartę - EURO w Polsce
Grudniowe Mistrzostwa Europy 2026 w Polsce to dla Nocuń coś więcej niż sportowe wyzwanie. To szansa, która może się nie powtórzyć.
"Nie mamy młodej kadry. Średnia wieku to 26-27 lat, najstarsze z nas mają około trzydziestki. Kolejne mistrzostwa w Polsce będą dopiero w 2031 roku - wtedy reprezentacja będzie wyglądać zupełnie inaczej" - zaznacza.
Największa motywacja? Rodzina. "Moje babcie w końcu zobaczą mnie na żywo. Będę mogła zaprosić wszystkich bliskich na mecze. Mam ciarki, gdy o tym myślę" - emocjonuje się skrzydłowa.
Walka o miejsce w składzie
Nocuń nie ukrywa - pierwszym wyborem na jej pozycji jest Daria Michalak. Do tego dołączyły Wiktoria Kostuch i powracająca po przerwie Joanna Gadzina.
"Nie mam problemu z tym, że nie jestem pierwszoplanową postacią. 'Zawi' jest w świetnej formie i to zrozumiałe" - przyznaje fair.
Ale rywalizacja ją napędza. "To doskonała sytuacja dla kadry. Każda z nas musi pracować jeszcze ciężej, żeby zdobyć swoje miejsce. Dla mnie zagrać nawet w jednym meczu to będzie super sprawa" - deklaruje.
Wspomina z uśmiechem EURO 2022 w Czarnogórze, gdy Senstad zabrał na turniej trzy skrzydłowe. "Ostatecznie Mariola Wiertelak grała świetnie, a my z 'Zawi'... grzecznie siedziałyśmy na ławce i kibicowałyśmy!" - śmieje się.
Polska kadra najmocniejsza od lat
Dziewiąte miejsce na EURO 2024, jedenaste na mundialu 2025 - to najlepsze wyniki Polek od lat. Nocuń widzi wyraźne przyczyny postępu.
"Pięć lat temu wiele z nas wyjechało za granicę - ja, Natalia Nosek, Ola Rosiak. Zdobyłyśmy europejskie doświadczenie. Część wróciła bogatsza, część dopiero je zbiera" - analizuje.
Drugi czynnik to mentalność. "Poprawiłyśmy się fizycznie - w bieganiu, na siłowni. Każda z nas zaczęła robić dla siebie coś więcej. Efekty widać w całej drużynie" - podkreśla.
Teraz cel jest jasny: "Musimy postawić wszystko na jedną kartę, żeby w grudniu pojechać na EURO w jak najlepszej formie".
Biało-Czerwone zagrają w fazie grupowej 5 grudnia z Francją, 7 grudnia z Ukrainą i 9 grudnia z Wyspami Owczymi. Wszystkie mecze odbędą się w katowickim Spodku o godzinie 18:00. Dla Dagmary Nocuń może to być szansa życia - zagrać przed własną rodziną, w swoim kraju, na imprezie, która prawdopodobnie nigdy się już nie powtórzy za jej kadencji w kadrze.
Źródło: zprp.pl





