Nantes gra swoje, Aix bezradne
H Arena po raz kolejny okazała się twierdzą nie do zdobycia. Kibice Nantes przez całe 60 minut głośno wspierali swoich ulubieńców, choć początki spotkania z ekipą z Aix były dalekie od ideału. Drużyna gości prowadziła po dziesięciu minutach 6:5, ale to było ostatnie słowo Aix w tym meczu. Gospodarze przejęli kontrolę i do przerwy prowadzili 18:15.
Prawdziwy przełom nastąpił po wejściu na boisko Ivana Pesicia. Chorwacki bramkarz natychmiast dał się poznać z jak najlepszej strony, notując cztery kolejne obrony. To pchnęło kolegów do coraz bardziej ofensywnej gry i systematycznego powiększania prowadzenia. Warto oddać honor rywalowi - Hugo Brouzet z Aix zaprezentował się znakomicie, kończąc mecz ze skutecznością 7 na 8 rzutów. Jednak Yoni Peyrabout i reszta Nantes byli w tym dniu po prostu o klasę lepsi. Wynik końcowy 38:28 nie kłamie.
Cesson-Rennes o krok od sensacji
Zupełnie inaczej wyglądało spotkanie w Paryżu. Drużyna Sébastiena Leriche'a prowadziła przez niemal całe spotkanie i do szatni Bretończycy schodzili z dwubramkową przewagą - 15:13. Solidna defensywa i świetna postawa Mate Sunjicia sprawiały, że goście przez długi czas dawali mistrzom Francji poważne powody do niepokoju.
Jednak z czasem zaczęły się sypać proste błędy, zbędne faule i straty piłki po stronie Cesson-Rennes. PSG cierpliwie odrabiało straty, a kolejne przerwy na żądanie trenera Leriche'a nic już nie zmieniały. Na dziesięć minut przed końcem paryżanie wyszli na prowadzenie i kontrolowali grę aż do ostatniego gwizdka. Liderem ataku mistrzów Francji był Ferran Solé, który trafił 9 z 12 rzutów. Ostatecznie PSG wygrało 30:24 - bez błysku, ale ze skutecznością i spokojem.
Źródło: handnews.fr





