Powrót Ligi Mistrzów do hali Montpellier przyciągnął kibiców spragnionych emocji. Nie mogli trafić na lepszego przeciwnika - do miasta przyjechała Barcelona z Diką Memem i Ludovikiem Fabregasem w składzie. Mecz okazał się widowiskiem na najwyższym poziomie.
Pierwsza połowa pełna zwrotów akcji
Katalończycy objęli prowadzenie już na początku i szybko zbudowali trzybramkową przewagę (2:4 w 6. minucie). Montpellier nie zamierzało jednak kapitulować. Kilka świetnych interwencji Charlesa Bolzingera w bramce i bardziej żywiołowa gra w ataku sprawiły, że „Leopardy" - na oczach obserwujących mecz z trybun Patrice'a Canayera i Diego Simoneta - wróciły do gry, a w 20. minucie nawet wyszły na prowadzenie (10:9). Niemałą rolę w odrabianiu strat odegrały szybkie kontry gospodarzy.
Barcelona szybko jednak odzyskała kontrolę nad spotkaniem. Szczególnie efektowny był strzał Luisa Frade'a z połowy boiska przy wprowadzeniu piłki do gry, który zakończył się bramką przy stanie 4:7. Do przerwy Katalończycy prowadzili 18:15.
Dramatyczny finał z wyrównanym wynikiem
W drugiej połowie Barcelona utrzymywała przewagę, lecz dobra zmiana Rémi Desbonneta w bramce pozwoliła Montpellier trzymać się w zasięgu rywali - 18:20 w 39. minucie. Drużyna trenera Erika Mathé nie potrafiła jednak wywołać takiego zamieszania jak w pierwszej połowie i w 46. minucie przegrywała już 20:22.
W końcówce Barcelona nie zdołała odskoczyć na bezpieczną odległość. Benjamin Richert piękną kontrą zmniejszył straty do jednej bramki (23:24 w 52. minucie), a Léo Plantin pięć minut przed końcem wyrównał na 26:26. Montpellier naprawdę wierzyło w sensację.
Ostatnie słowo należało jednak do mistrzów Europy. Barcelona w kluczowym momencie zachowała zimną krew, utrzymała piłkę i zakończyła spotkanie na swoją korzyść. Wynik końcowy: Montpellier HB - FC Barcelona 27:28.
Wnioski po meczu
Montpellier zaprezentowało się z bardzo dobrej strony, choć eksperci zwracają uwagę na wyraźne braki fizyczne w ataku - postura graczy takich jak Villeminot, Casado czy Porte nie pozwala skutecznie rywalizować z atletycznie zbudowanymi zawodnikami Barcelony, jak Nguessan, Fabregas, Frade czy Mem. Obrona „Leopardów" była natomiast godna pochwały, a Valentin Porte znów należał do wyróżniających się graczy na boisku.
Teraz Montpellier musi szybko naładować akumulatory - już w weekend czeka ich ligowy mecz z Nantes, a w dalszej części fazy grupowej Ligi Mistrzów zmierzą się z ekipami z Rumunii i Danii, by powalczyć o awans do kolejnej rundy.
Źródło: handnews.fr





