Europejski triumf nie przełożył się na falę zainteresowania kibiców. Na meczu pucharowym z Rhein-Neckar Löwen pojawiło się zaledwie 1955 widzów, a nawet prestiżowe spotkanie z mistrzem Niemiec - SC Magdeburg - nie wypełniło hali do ostatniego miejsca. To zaskakująca sytuacja jak na klub, który kilka miesięcy temu świętował zwycięstwo w Lidze Europejskiej EHF.
Dyrektor finansowy przyznaje się do rozczarowania
Andreas Mohr, dyrektor finansowy MT Melsungen, nie ukrywa, że klub liczył na znacznie więcej po europejskim sukcesie.
„Liczyliśmy na większą frekwencję po wygraniu Pucharu Europy. Mam jednak wrażenie, że co roku musimy ciężko walczyć o każdego kibica od podstaw. Brakuje nam szerokiej bazy fanów, jaką mają kluby z tradycjami, choćby VfL Gummersbach. Robimy jednak coś dla atrakcyjności w tym regionie” - przyznał Mohr.
Ekonomia i przepełniony kalendarz jako główne przyczyny
Dyrektor finansowy wskazuje również na obiektywne czynniki, które zniechęcają kibiców do przychodzenia na mecze.
„Wyjście na piłkę ręczną kosztuje pieniądze. Ludzie mają swoje finansowe troski i dokładnie zastanawiają się, kiedy kupić bilet. Poza tym mecz pucharowy drugiej rundy po prostu nie przyciąga tak jak ćwierćfinał” - tłumaczył Mohr.
Źródło: hbold.dk





