Koniec długiego tunelu - tak można opisać obecną sytuację Martyny Dydek. Młoda obrotowa mistrzyń Polski wraca do pełnej sprawności poOperacji kolana, która wykluczyła ją z gry na długie miesiące. Lekarze dali już zielone światło na uczestnictwo w zajęciach drużynowych, choć zawodniczka musi zachować ostrożność.
Trauma pierwszych tygodni
Jak przyznaje sama zainteresowana, początek drogi do powrotu okazał się prawdziwym koszmarem. Zwłaszcza osiem pierwszych tygodni po zabiegu chirurgicznym przyniosło ogromne wyzwania - nie tylko fizyczne, ale i psychiczne.
- Pojawiły się komplikacje z łąkotką, przez co straciłam samodzielność. A ja jestem osobą, która nie znosi siedzenia w miejscu i uzależnienia od pomocy innych - wspomina Dydek. Dla zawodniczki przyzwyczajonej do ciągłej aktywności był to jeden z najtrudniejszych okresów w karierze.
Rehabilitacja jak drugi okres przygotowawczy
Powrót do treningów z zespołem okazał się mniej szokujący, niż mogłoby się wydawać. Dydek tłumaczy, że ostatnie miesiące pracy nad kontuzją były w gruncie rzeczy jednym wielkim okresem przygotowawczym - bardziej intensywnym niż standardowe przygotowania z drużyną.
- Musiałam dbać nie tylko o operowane kolano, ale też o całościową formę fizyczną. Dlatego kiedy dołączyłam do zespołu, byłam gotowa na triple sessions i ciężką pracę - wyjaśnia zawodniczka.
Sztab medyczny lubińskiego klubu stosuje zróżnicowane metody treningowe - od pracy w hali, przez zajęcia na basenie, po treningi na stadionie i piasku. Dydek na razie nie może uczestniczyć w jednostkach na niestabilnym podłożu, ale wykonuje alternatywne ćwiczenia dostosowane do etapu rekonwalescencji.
Wsparcie doświadczonych koleżanek
Młoda obrotowa podkreśla ogromną rolę, jaką w jej powrocie odegrały bardziej doświadczone koleżanki z pozycji - Joanna Drabik i Eli Cesareo. Obie zawodniczki wspierały ją zarówno przed kontuzją, jak i podczas całego procesu rehabilitacji.
- Od początku czułam się przy nich świetnie. Zawsze mogłam liczyć na ich rady i pomoc. To bezcenne, zwłaszcza dla młodej zawodniczki takiej jak ja - przyznaje Dydek.
Cel? Obrona potrójnej korony
Mimo że sama wciąż pracuje nad pełną gotowością meczową, Martyna nie ma wątpliwości co do ambicji drużyny na nadchodzący sezon.
- Kolejna potrójna korona. Chcemy znów sięgnąć po mistrzostwo Polski i utrzymać się na szczycie - deklaruje stanowczo.
Pierwszą okazją do walki o trofeum będzie Superpuchar Polski, w którym Zagłębie zmierzy się z wicemistrzem kraju - PGE MKS El-Volt Lublin. Dla Dydek to nie tylko prestiżowe starcie, ale też sprawdzian formy przed rozpoczęciem sezonu ligowego.
- Mecze z Lublinem zawsze niosą ze sobą wielkie emocje. To będzie walka na najwyższym poziomie i doskonała okazja, by zobaczyć, gdzie jesteśmy po okresie przygotowawczym - ocenia.
Nazwisko zobowiązuje
Pochodząca z usportowionej rodziny związanej z koszykówką Martyna początkowo marzyła o karierze w dyscyplinie, w której sukcesy odnosiła jej mama chrzestna. Los jednak pokierował inaczej - w rodzinnej miejscowości brakowało żeńskiej sekcji koszykówki, a nauczycielka WF-u zasugerowała piłkę ręczną.
- Trafiłam do klubu w Karczewie i tam się wszystko zaczęło. Wybrałam inną dyscyplinę, ale ambicje mam równie wielkie - podkreśla Dydek.
Co ciekawe, w domu stara się jednak uciekać od rozmów o sporcie, mimo że nazwisko naturalnie do tego zobowiązuje.
- Piłka ręczna to całe moje życie, dlatego przy rodzinie wolę się zresetować i porozmawiać o czymkolwiek innym - przyznaje ze śmiechem.
Co obiecuje kibicom?
Na pytanie o to, czego mogą spodziewać się po niej fani Zagłębia w nadchodzącym sezonie, Dydek odpowiada bez wahania:
- Ambicji, determinacji, waleczności i stuprocentowego zaangażowania. Zrobię wszystko, żeby dawać z siebie maksimum w każdym meczu i pomagać drużynie.
Jeśli rehabilitacja będzie przebiegać zgodnie z planem, mistrzynie Polski zyskają cenną rotację na pozycji obrotowej - a Martyna Dydek kolejną szansę na udowodnienie, że przyszłość polskiej piłki ręcznej jest w dobrych rękach.
Źródło: superligakobiet.pl





