Pierwsze kroki w europejskich pucharach rzadko kiedy są spacerkiem - Limoges przekonało się o tym boleśnie. W przeciwieństwie do Saint-Raphaël i Chambéry, którym debiut w Lidze Europejskiej nie wyszedł, limouzyński klub zaliczył go po myśli. Jednak cena zwycięstwa była wysoka - nerwy kibiców były napięte do ostatnich sekund.
Młodzi Portugalczycy nie dali się zastraszyć
Madeira to drużyna dopiero odkrywająca europejskie rozgrywki, ale w hali Beaublanc grała bez kompleksów. Po pięciu minutach było 3:3 i nic nie zapowiadało łatwego wieczoru dla gospodarzy. Doświadczenie Limoges w końcu zaczęło jednak robić różnicę - podopieczni Entrerríosa skutecznie radzili sobie z grą siedmiu przeciwko sześciu i bezlitośnie wykorzystywali straty rywali, trafiając do pustej bramki. W 16. minucie prowadzili już 11:5.
Rotacje zawodników nieco rozbiły rytm gry Limoges, a były zawodnik Nîmes, Luciano Costa, napędził Madeirze skrzydła. Seria 7:3 dla gości sprawiła, że w 27. minucie było już tylko 14:12. Ostatecznie to jednak Limoges wróciło do dominacji i do przerwy prowadziło 18:13. Kluczową postacią był Jenilson Varela - nienagannie skuteczny z czterech rzutów na cztery.
Dramat w końcówce - wyrównanie na dwie sekundy przed końcem
Po przerwie wydawało się, że Limoges kontroluje sytuację. Victor Sandoval z Madeiry zobaczył czerwoną kartkę za faul na Noé Thuillierze, a gospodarze wykorzystali osłabienie rywala, budując przewagę 25:19 w 41. minucie. Sielanka nie trwała jednak długo - Limoges zaczęło tracić piłki w tempie alarmującym (14 strat do 52. minuty), a Madeira skrupulatnie to wykorzystywała, zbliżając się na 26:24 w 47. minucie.
Bramkarz Gauthier Ivah popisał się 13 obronami w trakcie meczu, ale jego odpowiednik po drugiej stronie, Carlos Oliveira - wcześniej stosunkowo bierny - nagle wybudził się i trzy razy z rzędu zatrzymał ataki Limoges. W 57. minucie było 30:30. Ponad trzy minuty bez gola po stronie Limoges - prawdziwy koszmar dla kibiców w Beaublanc.
Wybawienie przyszło w postaci kombinacji Jules Lignières i Ewan Kervadec. Na dwie sekundy przed końcowym gwizdkiem były zawodnik Aix, Diogo Silva, miał piłkę i szansę na wyrównanie z sześciu metrów. Jego rzut trafił jednak w spojenie słupka z poprzeczką - Limoges wygrało 31:30 i mogło odetchnąć.
Drugie miejsce w grupie B
Po pierwszej kolejce Limoges zajmuje drugą pozycję w grupie B. Liderem jest Irun, który u siebie pokonał islandzki Hafnarfjörður aż 39:37. To właśnie Islandczycy będą kolejnym rywalem Limoges w Lidze Europejskiej.
Źródło: handnews.fr





