Rywalizacja między Füchse Berlin a SC Magdeburg to jeden z najbardziej elektryzujących pojedynków w niemieckiej Bundeslidze. Na razie górą jest Magdeburg - klub Benneta Wiegerta ograł Berlińczyków zarówno w Superpucharze, jak i w lidze. A w centrum tej historii kryje się anegdota, która świetnie ilustruje, jak kruche bywają granice między pomocą a konkurencją w świecie sportu.
Sam go polecił, teraz się z nim mierzy
Wszystko zaczęło się w 2021 roku. Krickau był wtedy trenerem GOG i obserwował z bliska Magnusa Saugstrupa, który szykował się do odejścia z Aalborg Håndbold. Znając wartość duńskiego reprezentanta, postanowił zadzwonić do przyjaciela - Benneta Wiegerta z Magdeburga.
„Poleciłem mu wtedy Magnusa Saugstrupa. No cóż, w życiu spotykamy ludzi dwa razy" - powiedział Krickau w rozmowie z hand-news, nie ukrywając ironicznego uśmiechu.
Jak sam przyznaje, jako trener GOG cieszył się, że Saugstrup odchodzi z Aalborg - był to rywal w duńskiej lidze. Nikt nie przewidywał, że rekomendacja ta odbije się Krickauowi czkawką już jako trenerowi Füchse Berlin.
Z Aalborga do kapitańskiej opaski w Magdeburgu
Magnus Saugstrup nie tylko zadomowił się w Magdeburgu - stał się jedną z jego największych gwiazd. Dziś jest kapitanem drużyny i jednym z kluczowych ogniw zespołu, który niezmiennie zaliczany jest do głównych kandydatów do tytułu mistrza Niemiec.
Droga Duńczyka - z Aalborg przez Bundesligę aż po opaskę kapitańską jednego z najsilniejszych klubów Europy - robi wrażenie. A mała anegdota o tym, że pchnął go w tym kierunku trener największego rywala, nadaje tej historii wyjątkowego smaczku.
Rywale, ale z szacunkiem
Mimo ostrej rywalizacji na parkiecie, Krickau i Wiegert darzą się wzajemnym szacunkiem. Obaj trenerzy znają się od lat i - jak zdradził Krickau w rozmowie z berlińskim dziennikiem B.Z. - regularnie ze sobą rozmawiają.
„Znamy się od dawna, cenimy się nawzajem i jesteśmy w stałym kontakcie. Obaj jesteśmy bardzo emocjonalni, rywalizacja jest ogromna, ale i wzajemny szacunek też" - podkreślił szkoleniowiec Füchse.
Na razie jednak to Wiegert częściej cieszy się ze zwycięstwa. I robi to między innymi dzięki kapitanowi, którego na jego drogę skierował… sam Krickau.
„Trochę głupio z mojej strony" - przyznaje berliński trener z uśmiechem. Trudno się nie zgodzić.
Źródło: hbold.dk





