Spotkanie LOTTO Superligi w Hali Legionów rozpoczęło się po myśli gospodarzy. Industria szybko objęła prowadzenie 5:3, prezentując skuteczny atak. Wydawało się, że faworyt szybko narzuci swoje warunki, jednak goście z Kwidzyna pokazali charakter i nie pozwolili się zdominować.
Niespodziewany powrót przyjezdnych
Kolejne minuty przyniosły wyrównaną walkę, a MMTS zaskoczył wszystkich fenomenalną skutecznością. Szczególnie wyróżnił się Malczak, któremu świetnie sekundowali Łazarczyk i Grzesik. Efekt? Po piętnastu minutach gry na tablicy widniało 9:9! Kwidzyn udowodnił, że przyjechał do stolicy Świętokrzyskiego z konkretnym planem.
Kielce odzyskują kontrolę
Kibice w Hali Legionów szybko zareagowali na trudną sytuację, podnosząc swoich ulubieńców z krzeseł. Drużyna prowadzona przez Tałanta Dujszebajewa odpowiedziała na doping i zaczęła odskakiwać rywalom. Przewaga trzech bramek (12:9) była dopiero początkiem. Kirill Rabchynski i Piotr Jarosiewicz błyszczeli tego wieczoru, a ich doskonała dyspozycja pozwoliła mistrzom Polski nie tylko utrzymać bezpieczny dystans, ale nawet go zwiększyć. Do szatni obie ekipy schodziły przy wyniku 19:14.
Druga połowa to demonstracja siły
Po zmianie stron obraz gry uległ całkowitej transformacji. Trener gości Bartłomiej Jaszka zdecydował się dać szansę wszystkim zawodnikom ze swojego składu. Na parkiecie pojawił się między innymi 18-letni bramkarz Aleksander Drzewiński, najmłodszy zawodnik czarno-czerwonych. Młodzieżowiec pokazał się z dobrej strony, broniąc nawet rzut karny!
To jednak nie wystarczyło, by zatrzymać rozpędzonych mistrzów. Kielczanie włączyli wyższy bieg i systematycznie powiększali przewagę. Różnica przekroczyła dziesięć trafień, a końcowy rezultat 39:22 nie pozostawia wątpliwości, kto tego dnia był lepszy na parkiecie.
Industria Kielce - Energa Bank PBS MMTS Kwidzyn 39:22 (19:14)
Źródło: orlen-superliga.pl





