Pierwszą bramkę w tym meczu zdobył Michał Bekisz, ale radość miejscowych trwała krótko. Kielczanie błyskawicznie odpowiedzieli serią trzech trafień - Aleks Vlah, Luka Klarica i Faruk Yusuf wyprowadzili ekipę Krzysztofa Lijewskiego na prowadzenie 3:1. Mimo że zaledwie kilka dni wcześniej podopieczni trenera Lijewskiego stoczyli wymagający pojedynek w EHF Champions League ze szwajcarskim Kriens-Luzern, od pierwszych minut narzucali twarde tempo.
Drużyna z Piotrkowa postawiła się faworytom - w 10. minucie, po akcji wykończonej przez Filipa Surosza, było zaledwie 5:6. Chwilę później trafienie obrotowego Franciszka Jurczenii dało remis 6:6. To jednak ostatni moment, kiedy gospodarze mogli patrzeć gościom w oczy na tablicy wyników. Industria ruszyła z impetem i w 17. minucie prowadziła już 11:7, systematycznie powiększając dystans. Do szatni obie ekipy schodziły przy stanie 21:13 dla przyjezdnych.
Yusuf nie do zatrzymania, Kielce bez pardonu
Druga połowa to prawdziwy koncert mistrza Polski. Choć piotrkowscy zawodnicy nie złożyli broni i grali ambitnie, każde ich potknięcie było bezwzględnie karane przez doświadczonych rywali. Prawdziwy koncert dał Faruk Yusuf, który popisywał się efektownymi bramkami z najróżniejszych pozycji. W 38. minucie tablica wyników pokazywała już 30:17 dla gości, a jedyną niewiadomą pozostawało, czy Kielce przekroczą magiczną granicę 40 goli.
Odpowiedź przyszła w 53. minucie - spektakularną akcją popisał się Arciom Karalek, ustalając wynik na 40:27. Końcowy rezultat 46:30 zapisał na swoim koncie Benoit Konkoud, przypieczętowując dominację Industrii.
Trener zadowolony z ataku, ale nie z obrony
- Szacunek dla chłopaków z Piotrkowa za dzisiejsze zawody. Postawili się nam, pokazali charakterek. My ze swojej strony dobrze zagraliśmy w ofensywie, 46 bramek to świetny wynik. Tyle że straciliśmy 30 i to moim zdaniem zdecydowanie za dużo. Już we wtorek lecimy do Kolstad na mecz Ligi Mistrzów. Tak to teraz będzie wyglądać - raz liga, raz europejskie puchary - ocenił spotkanie bramkarz Adam Morawski.
Szkoleniowiec gospodarzy Ivo Vavra żałował natomiast, że jego zespół nie zaprezentował się w ten sposób w poprzedniej kolejce. - Szkoda, że tak nie graliśmy we Wrocławiu, bo tam punkty były w naszym zasięgu. Jasne, że dziś mierzyliśmy się z jedną z najlepszych drużyn klubowych na świecie. Bezlitośnie karali każdy nasz błąd. Ale takie mecze jak z Kielcami czy Płockiem to dla nas prawdziwe święto piłki ręcznej i ogromne przeżycie - podsumował szkoleniowiec Piotrkowianina.
Źródło: orlen-superliga.pl





