Dla 24-letniej rozgrywającej ostatnie miesiące to prawdziwa rewolucja. Po trzech sezonach w barwach KGHM MKS Zagłębia Lubin zdecydowała się na zmianę otoczenia i przeniosła się do HSG Blomberg-Lippe. Wybór tym bardziej zaskakujący, że niemiecki klub był świeżo upieczonym mistrzem kraju i debiutantem w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych w Europie.
„Po kontuzji potrzebowałam przewietrzenia głowy i nowego otoczenia. Kiedy podpisywałam kontrakt, jeszcze nie wiedzieliśmy o Lidze Mistrzyń - to była niesamowita niespodzianka. Dziś gram co dwa-trzy dni, jestem w rytmie meczowym i uczę się od świetnego trenera. Dokładnie tego mi było trzeba” - opowiada szczerze Jureńczyk.
Od Piotrkowa przez Płock i Lubin do Niemiec
Wychowanka Piotrcovii Piotrków Trybunalski stawiała pierwsze kroki w dorosłej piłce w SMS ZPRP Płock, skąd wróciła do rodzinnego miasta. W sezonie 2022/23 eksplodowała - 58 bramek w 20 meczach Superligi przyniosło jej nagrodę kibiców „Wybór Sezonu”. Latem 2023 trafiła do Lubina, gdzie sięgnęła po mistrzostwo Polski i zagrała w europejskich pucharach, w tym Lidze Mistrzyń (15 goli w sezonie 2023/24).
Mimo sukcesów klubowych, miejsce w podstawowym składzie nie było pewne. Stąd decyzja o wyjeździe za Odrę.
„Każdy etap był inny, bo cały czas dorastałam. W Płocku byłam młodziutka, w Piotrkowie dostałam szansę gry w Superlidze, w Zagłębiu od razu trafiłam do Ligi Mistrzyń. Wszędzie uczyłam się czegoś nowego. O to przecież chodzi - być coraz lepszą” - podkreśla lewe rozegranie.
Powrót do kadry w kluczowym momencie
Debiut w seniorskiej reprezentacji zaliczyła w kwietniu 2023 roku, ale nie zdołała w niej na stałe zadomowić. Przed wrześniowym zgrupowaniem miała na koncie zaledwie trzy występy i ani jednej bramki. Teraz, gdy Arne Senstad finalizuje przygotowania do grudniowych mistrzostw Europy - pierwszych w historii rozgrywanych w Polsce - Jureńczyk dostała kolejną szansę.
„Długo mnie nie było, ale marzyłam o powrocie. Każdy sportowiec chce grać dla swojego kraju. W klubie skupiałam się na meczach, ale kadra cały czas była gdzieś z tyłu głowy. Cieszę się, że ktoś zauważył mój progres” - nie ukrywa zadowolenia.
Czy powołanie było niespodzianką? „Trener wcześniej napisał i pytał o moje zdrowie po kontuzjach, więc trochę się spodziewałam” - przyznaje z uśmiechem.
Pierwsze bramki w biało-czerwonych barwach
W Chebie, podczas turnieju towarzyskiego, Jureńczyk w końcu otworzyła swoje reprezentacyjne konto strzeleckie. W meczu ze Słowenią weszła najpierw do obrony, potem dostała szansę w ataku - na prawym rozegraniu, czyli nie na swojej nominalnej pozycji.
„Zrobiłam krzyżówkę z Olą Rosiak, zobaczyłam wolną przestrzeń i strzeliłam. Gdy piłka wpadła, pomyślałam, że podjęłam dobrą decyzję. Odetchnęłam z ulgą i wróciłam do obrony” - wspomina ten moment.
Forma w klubie otwiera drzwi do kadry
W Blomberg-Lippe Jureńczyk nie tylko uczy się od najlepszych - regularnie zbiera minuty i punktuje. W czterech pierwszych meczach Bundesligi zdobyła dziewięć bramek, w trzech spotkaniach Ligi Mistrzyń - cztery trafienia. Transfer do Blomberg-Lippe nie jest więc dla niej wyłącznie lekcją na przyszłość.
Teraz przed nią kluczowe miesiące. Walka o miejsce w kadrze na domowe EURO robi się coraz bardziej zacięta - w Chebie przebywa aż osiem praworęcznych rozgrywających.
„Trudno coś teraz mówić o składzie na mistrzostwa, ale nie ukrywam - mam ogromne nadzieje. Wyjazd na EURO był jednym z moich celów, kiedy wracałam po kontuzji. Chcę zrobić wszystko, żeby się udało” - deklaruje wprost.
Rywalizacja w kadrze? Każda rywalka podnosi poprzeczkę
„Traktujemy się normalnie, bez złych emocji. Pojedzie ta, która będzie lepsza. A kiedy jest trudniej, wspieramy się wzajemnie. Jeśli ja gram dobrze, koleżanka też chce podnieść poziom. To pomaga całemu zespołowi” - analizuje filozofię kadry Jureńczyk.
Filmy dokumentalne i malarstwo jako sposób na reset
Poza parkietem 24-latka szuka inspiracji w filmach dokumentalnych - zwłaszcza sportowych. „Ostatnio oglądałam 'Sprint'. Ich motywacja jest niesamowita. Lubię takie historie, bo można z nich coś wyciągnąć i przenieść do własnego życia” - zdradza.
Ale to nie wszystko. Jureńczyk maluje - i robi to na tyle poważnie, że nazywa swoje prace „małą galerią sztuki”, choć na razie trzyma ją w domu. „Jestem samoukiem, nie wzoruję się na innych. Skupiam się na tym, co sama mogę poprawić. Może kiedyś pokażę to publicznie” - dodaje z tajemniczym uśmiechem.
Próba ognia przed EURO
Jureńczyk nie ma jeszcze pewnego miejsca w kadrze na mistrzostwa Europy, ale ostatnie miesiące pokazują, że jest na właściwej drodze. Arne Senstad docenia jej wszechstronność - potrafi zagrozić z dystansu, ale jest też wartościowa w defensywie. Teraz przed nią najważniejsza weryfikacja: utrzymanie formy w klubie i przekonanie selekcjonera, że zasługuje na bilet do składu na grudniowy turniej.
Źródło: zprp.pl





