Niedzielne popołudnie w olsztyńskiej Hali Urania może przynieść polskiej piłce ręcznej dziewiątnasty w dziejach awans do mistrzostw świata. Podopieczni selekcjonera muszą jednak obronić minimalną, jednobramkową zaliczkę przywiezioną ze środowego starcia w Graz. Początek pojedynku zaplanowano na godzinę 15:00, a transmisję przeprowadzą stacje Super Polsat i Polsat Sport 2 oraz platforma Polsat Box Go. Wszystkie bilety zostały wyprzedane.
Jedna bramka? To prawie nic!
Marcel Jastrzębski nie ukrywa, że mimo wygranej na wyjeździe, drużyna pozostaje w pełnej mobilizacji. „Wszyscy doskonale rozumiemy, że przewaga jednego trafienia w piłce ręcznej niewiele znaczy. Czasami wystarczają sekundy, by stracić taką różnicę" - podkreśla golkiper. Zdaniem 26-latka kluczem do sukcesu będzie odpowiednie nastawienie mentalne. „Jeśli wyjdziemy pewni siebie, świadomi tego, że potrafimy skutecznie rywalizować z Austriakami - a wielu w to wątpiło - mam dobre przeczucia" - dodaje.
Bramkarz zaznacza, że zespół nie miał czasu na długie celebracje po środowym zwycięstwie. „Oczywiście cieszyliśmy się, ale już następnego dnia czekała nas podróż. Każdy z nas jako profesjonalista wie, że praca trwa dalej na sto procent. Miejmy nadzieję, że prawdziwe świętowanie przyjdzie w niedzielę" - mówi z nadzieją.
Psychologiczna szachownica między słupkami
Przygotowanie do rewanżu to nie tylko treningi na parkiecie, ale przede wszystkim szczegółowa analiza wideo. Jastrzębski zdradza, że proces ten trwa już od dłuższego czasu. „Sztab przekazuje nam materiały z rzutami rywali, podzielonymi na poszczególnych graczy. Najpierw oglądamy indywidualnie, robimy notatki, potem dyskutujemy wspólnie. Każdy z nas ma inną perspektywę, więc możemy się od siebie uczyć" - wyjaśnia.
Czy każda interwencja jest więc dokładnie zaplanowana? Niekoniecznie. „Nie można bronić wyłącznie »na czuja«, ale rzadko trafiamy na identyczną sytuację jak na nagraniu. Ustawienie obrońców, tempo gry - wszystko się zmienia. Wiedza o przeciwniku najbardziej pomaga w ekstremalnych momentach, na przykład przy kontrze jeden na jeden" - tłumaczy reprezentant Polski.
Tutaj zaczynają się fascynujące „mind games". „Możesz specjalnie pozostawić miejsce w bramce, by podpuścić rywala, ale on może zrobić to samo wobec ciebie. To gra: my wiemy, że oni wiedzą, a oni wiedzą, że my wiemy" - opisuje z uśmiechem.
Austriacy i ich ulubiony patent
Jakie zagrożenia niesie gra rywali? Jastrzębski wskazuje przede wszystkim na system siedmiu zawodników w ataku. „Austria często rozgrywa akcje 7 na 6, szukając wejścia w strefę na szósty metr, żeby oddać rzut z najbliższej odległości. W takiej sytuacji każda piłka jest trudna do obrony. To ich największy atut" - analizuje golkiper.
Pierwszy gol w kadrze - przypadkiem!
Ciekawostką ze środowego meczu jest fakt, że Jastrzębski zdobył swoją premierową bramkę w reprezentacji - w 21. występie z orzełkiem na piersi. Sam zainteresowany... nie miał o tym pojęcia! „Naprawdę?! Może i lepiej, bo bym się stresował jeszcze bardziej" - śmieje się. Bramkarz przyznaje, że ostatnio czuje się pewnie w takich sytuacjach dzięki doświadczeniom z RK Nexe, gdzie kilkakrotnie trafiał po przechwycie rzutami przez całe boisko.
Rola kibiców nie do przecenienia
Komplet publiczności w Hali Urania? To ogromny atut gospodarzy. „Doping niesie nas i ułatwia grę. Przy takim wsparciu łatwiej złapać właściwy rytm, w którym nie myślisz o niczym innym poza meczem. Kibice nigdy nas nie zawodzą" - zapewnia Jastrzębski.
Zdrowa rywalizacja między słupkami
Powrót do kadry po kilkumiesięcznej przerwie był dla golkipera wyjątkowy. Nie pojechał na mistrzostwa Europy 2026, mimo dwutygodniowego treningu z drużyną, później zatrzymała go kontuzja. Jak wspomina ten czas? „Zawsze cieszę się z powołania, ale rozumiem decyzje trenera. Jeśli uważa, że kolega da więcej drużynie, akceptuję to i traktuję jako motywację do jeszcze cięższej pracy. Kolejne powołanie smakuje wtedy jeszcze lepiej" - filozofuje.
Rywalizacja o miejsce w składzie? „Nigdy nie miałem napiętych relacji, zawsze była sportowa. Wszyscy gramy do jednej bramki, wspieramy się podczas analiz i w trakcie meczów. Mam świetne relacje z pozostałymi bramkarzami, to koledzy, nie rywale" - podkreśla.
Jednocześnie nie ukrywa ambicji: „Moim marzeniem jest być numerem jeden w reprezentacji Polski. Wiem, że potrzebuję do tego lat pracy i doświadczenia. Ale najważniejszy jest wynik drużyny, nie to, czy wyszedłem pierwszy, czy nie. Wygrywa i przegrywa cały zespół".
Imponujące statystyki z ćwierćfinału Ligi Europejskiej
Drogę do spełnienia marzeń reprezentacyjnych Jastrzębski buduje występami w chorwackim RK Nexe. W kwietniowych ćwierćfinałach Ligi Europejskiej jego drużyna mierzyła się z niemieckim gigantem THW Kiel. Bilans? Marcel zanotował 22 obrony, podczas gdy duet Andreas Wolff - Gonzalo Perez de Vargas razem wziął uzbierał tylko 18 interwencji!
„Nie ukrywam, że ostatnio czuję się bardzo dobrze w bramce. Ale ta sytuacja dobrze pokazuje, że mimo większej liczby obron, to THW awansowało dalej. Czasem możesz bronić wszystko i przegrać, innym razem kilka kluczowych interwencji daje zwycięstwo" - komentuje skromnie.
O adaptacji w Chorwacji mówi coraz cieplejej: „Zima była trudniejsza, szaro i ponuro, ale teraz czuję, że się wpasowałem. Jest bardzo fajnie". Po raz pierwszy w karierze pracuje z zagranicznym trenerem bramkarzy. „Bałkański styl bronienia różni się nieco od tego, co znałem z Polski. Trafiamy jednak w złoty środek, nic nie jest mi narzucane. Wykonaliśmy dużo dobrej roboty, dzięki czemu się rozwijam" - podsumowuje.
Wzorce i własna droga
Czy miał swoich idoli? „Zawsze lubiłem Niklasa Landina i Sławomira Szmala, ich oglądałem najwięcej. Od początku mówiłem sobie jednak, że nie chcę nikogo naśladować, tylko brać od każdego coś dla siebie. Szukam własnego stylu, który pasuje do moich warunków fizycznych" - wyjaśnia swoją filozofię.
Bundesliga jako cel
A przyszłość? Jastrzębski ma umowę z ORLEN Wisłą Płock, obecnie przebywa na wypożyczeniu w Nexe. „Dziecięcym marzeniem było zagrać w Bundeslidze. Jak los pozwoli, mam nadzieję, że się uda. Chciałbym też wrócić do Płocka, ale teraz naprawdę dobrze mi w Nexe. Życie zweryfikuje plany, bo nie wszystko zależy ode mnie" - mówi realistycznie.
Dobry występ na przyszłorocznym mundialu z pewnością otworzyłby nowe drzwi. „Samo reprezentowanie kraju to duma i pozytywna presja. Mistrzostwa budują mega doświadczenie - co dwa dni grasz mały finał. Dla bramkarzy to szczególne wyzwanie: ciągle nowi rywale, nowe style rzucania, nowe nazwiska. Śmieję się, że robi się sieczka z mózgu, ale trudno o lepsze warunki do rozwoju" - konkluduje.
Niedzielny mecz Polska - Austria rozpocznie się o 15:00 w Hali Urania w Olsztynie. Stawką będzie historyczny, 19. awans Biało-Czerwonych na mistrzostwa świata.
Źródło: zprp.pl




