Pierwsze minuty spotkania przyniosły wyrównaną walkę. Po trafieniu Filipa Surosza w 10. minucie tablica wskazywała zaledwie 5:6 dla gości, a chwilę później bramka obrotowego Franciszka Jurczenii dała Piotrkowianinowi remis 6:6.
To był jednak najlepszy moment gospodarzy w tym meczu. Od 17. minuty, gdy Kielczanie prowadzili już 11:7, inicjatywa definitywnie przeszła w ręce ekipy Krzysztofa Lijewskiego. Do przerwy Industria zbudowała sobie komfortową przewagę ośmiu bramek - 21:13.
Mistrzowie bezlitośni po przerwie
Druga połowa przyniosła jeszcze większą dominację wicemistrzów Europy. W 38. minucie było już 30:17 dla przyjezdnych, a pytanie brzmiało tylko, czy uda im się przekroczyć barierę czterdziestu trafień. Odpowiedź padła w 53. minucie, gdy efektowną akcją popisał się Arciom Karalek, ustalając wynik na 40:27. Ostatnie słowo w tym festiwalu bramek należało do Benoita Konkouda, który przypieczętował triumf gości rezultatem 46:30.
„Chwała chłopakom z Piotrkowa, że zagrali dziś fajne zawody. Postawili się, pokazali charakter. My zagraliśmy dobrze w ataku, rzuciliśmy 46 bramek. Straciliśmy zaś trzydzieści i to jest, moim zdaniem, za dużo" - ocenił spotkanie bramkarz Industrii Adam Morawski, wspominając także o wtorkowym wyjeździe do norweskiego Kolstad w ramach Ligi Mistrzów.
Trener pokonanych Ivo Vavra zachował realizm, jednocześnie doceniając rangę spotkania: „Wiadomo, że graliśmy dziś z jedną z najlepszych na świecie klubowych drużyn. Bezlitośnie wykorzystywali każdy nasz błąd. Takie mecze jak z Kielcami, czy Płockiem to święto piłki ręcznej".
Piotrkowianin - Industria Kielce 30:46 (13:21)
Źródło: media.orlen-superliga.pl





