Liga Mistrzów od razu na dzień dobry
Zagrzeb wchodzi w sezon bez chwili oddechu. Liga Mistrzów startuje już 9 września, co oznacza, że przygotowania musiały być prowadzone w zupełnie innym rytmie niż zwykle.
- Musieliśmy podejść do przygotowań bardziej jak sztab reprezentacji niż klub. Czasu było dramatycznie mało, więc zamiast budować grę szeroko, zawęziliśmy priorytety do tego, co musi działać od pierwszego gwizdka Ligi Mistrzów - mówi Horvat.
Trener przyznaje, że sparingi z mocnymi rywalami były niezbędne właśnie dlatego, że bezlitośnie obnażają słabości. - Dobry przeciwnik nie kłamie. Widzi się dokładnie, gdzie coś zgrzyta - dodaje.
Grupa śmierci, ale bez kompleksów
Zagrzeb trafił do grupy z Aalborg, Paris Saint-Germain, GOG i Celje. W nowym formacie rozgrywek tylko dwa zespoły awansują dalej, co sprawia, że nie ma już miejsca na wpadki. Horvat podchodzi do tego z trzeźwością, ale bez defetyzmu.
- Jeśli cały czas patrzysz w ziemię, nic nie widzisz. Jeśli patrzysz wyłącznie w niebo, potykasz się. Trzeba patrzeć przed siebie i realnie oceniać cel - mówi szkoleniowiec. - Znamy nasze słabości. Ale właśnie dlatego, że je znamy, możemy je ukrywać i mierzyć się z bogatszymi klubami.
Pierwszym sprawdzianem w LM będzie właśnie mecz z Celje. Reszta przyjdzie później.
Obrona fundamentem, taktyka kluczem
Horvat jasno stawia sprawę - Zagrzeb chce budować grę od solidnej obrony. Ale zaznacza, że sama defensywa nic nie da, jeśli atak będzie chaotyczny i narażał zespół na kontratak.
- W Lidze Mistrzów nie można sobie pozwolić na niedyscyplinę w ataku. Jeśli dobrze połączymy obie fazy gry, będziemy niewygodnym rywalem dla każdego - przekonuje trener Zagrzebia.
Wielka historia, ale bez ciężaru
Horvat zrezygnował z kontraktu w Schaffhausen, żeby wrócić do Zagrzebia. Pytany o presję związaną z prowadzeniem tak utytułowanego klubu, odpowiada bez wahania.
- To dla mnie wielkie wyzwanie i wielka przyjemność. Nie rozwiązałbym umowy w Szwajcarii, gdyby Zagrzeb mnie nie porywał. Kiedy dajesz z siebie sto procent i jesteś całkowicie zaangażowany, nie ma miejsca na niepotrzebny stres. Gracze to czują i łatwiej im dać z siebie maksimum - mówi.
Piłka ręczna gubi duszę?
Najbardziej inspirująca część rozmowy dotyczyła kondycji współczesnej piłki ręcznej. Horvat nie owija w bawełnę - jego zdaniem sport traci to, co kiedyś przyciągało kibiców.
- Za mało taktyki, za mało przechytrzania rywala. Dziś w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach przypadków wiadomo z góry, co zagra każdy zespół. Dominuje fizyczność, gra jeden na jeden, sprint. A przecież piłka ręczna powinna zaczynać się właśnie po tej pojedynczej akcji, nie na niej kończyć - ocenia Horvat.
- Kiedyś wynik 19:17 miał dla mnie większą wartość niż dzisiejsze 44:39. Byliśmy sportem gladiatorów, sportem taktyki. Coraz mniej o tym pamiętamy - dodaje z nutą nostalgii.
„Albo się dostosujemy, albo wyginiemy jak dinozaury"
Horvat nie zamierza jednak biadolić. Przyznaje wprost, że Skandynawowie i inne środowiska szybciej zaadaptowały się do nowego stylu gry i to widać w wynikach. Ale zamiast narzekać, wzywa do działania.
- Kiedyś oni uczyli się od nas. Teraz my musimy uczyć się od nich. Świat się zmienia każdego dnia. Telefon sprzed dwudziestu lat to nie ten sam telefon co dziś. Tak samo piłka ręczna, futbol, tenis. Jeśli nie nadążymy za zmianami, skończymy jak dinozaury - po prostu wyginiemy - mówi bez owijania w bawełnę.
Horvat wskazuje też konkretny obszar, w którym trenerzy z byłej Jugosławii muszą się rozwijać - relacja z nowym pokoleniem zawodników.
- To mądrzy, bystrzy chłopcy, którzy mają dostęp do informacji i chcą wiedzieć wszystko. Metody dyktatorskie już nie działają - to przeszłość. Komunikacja musi być otwarta i dwustronna. Trener musi rosnąć razem ze swoimi zawodnikami, szukać nowych rozwiązań razem z nimi - podsumowuje szkoleniowiec Zagrzebia.
Źródło: balkan-handball.com





