Finał Europa Cup będzie w całości francuski - Nantes zmierzy się z Montpellier w niedzielę. Droga do tego starcia wiodła jednak przez niezwykle wymagający półfinał przeciwko Wiśle Płock, ćwierfinaliście ostatniej edycji Ligi Mistrzów.
Wyrównana pierwsza połowa
Mecz od pierwszych minut toczył się w bardzo wysokim tempie. Nantes musiało sobie radzić bez kontuzjowanego Thibaud Brieta, jednak ekipa z Pays de la Loire poradziła sobie znakomicie. Dużą rolę odegrał Turchenko, którego moc fizyczna skutecznie uprzykrzała życie polskiej defensywie. Z kolei szwajcarski lewoskrzydłowy Noam Léopold regularnie finalizował szybkie kontrataki Nantes, pozwalając drużynie utrzymywać się w kontakcie z rywalem.
Żadna z drużyn nie była w stanie wypracować decydującej przewagi. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 15:15 - wynik w pełni odzwierciedlający wyrównany przebieg gry.
Dramatyczne minuty końcowe
Po przerwie intensywność spotkania jeszcze wzrosła. Obrony obu zespołów stopniowo przejęły kontrolę nad meczem, a każda akcja stawała się na wagę złota. Nantes i Płock toczyły prawdziwą batalię aż do ostatnich sekund.
O wyniku zadecydowały końcowe minuty. To właśnie wtedy piłkarze ręczni z Nantes znaleźli sposób na przełamanie rywala, obejmując prowadzenie. Wisła Płock do samego końca starała się odwrócić losy spotkania, ale podopieczni Grégory'ego Cojeana obronili minimalne prowadzenie i wygrali 24:23.
W niedzielę derby Francji
Wywalczony awans oznacza, że finał Europa Cup będzie prawdziwym świętem francuskiej piłki ręcznej. HBC Nantes zmierzy się z Montpellier w niedzielę w starciu, na które czekają kibice po obu stronach. To wyjątkowa okazja - finał w całości obsadzony przez drużyny z jednej ligi to rzadkość w europejskich rozgrywkach.
Źródło: handnews.fr




