Przyjaciel zadał cios w ostatniej chwili
Wyjątkowy smaczek całej sytuacji polega na tym, że decydującego rzutu wolnego nie wykonał byle kto. Simon Pytlick, który od przyszłego sezonu będzie kolegą Gidsela w Berlinie, strzelił gola bezpośrednio z rzutu wolnego i posłał Füchse do porażki. „Coś takiego zdarza się może raz w całej karierze” - skomentował z uśmiechem Gidsel.
Duńczyk zaznaczył jednak, że nie ma mowy o przypadku: „W moim świecie to nie jest szczęście. To jest wyłącznie klasa”. Do straty gola przyłożył też rękę własny mur: „Może ustawiliśmy się zbyt niestarannie” - przyznał samokrytycznie. A na pytanie o Pytlicka dodał z humorem, że cieszy się, iż od przyszłego roku ten będzie grał już dla jego drużyny.
Mimo porażki - powody do optymizmu
Pomimo gorzkiej straty 27-letni Gidsel dostrzegł w tym spotkaniu coś ważnego dla Berlińczyków. „Byłem niesamowicie zadowolony z naszej gry. Po raz pierwszy w tym sezonie widziałem Füchse jako prawdziwą drużynę - graliśmy jak rodzina na boisku” - powiedział.
Wynik 33:34 w starciu z liderem rozgrywek dał mu też ważny sygnał na przyszłość: „To był pierwszy moment w tym sezonie, kiedy naprawdę poczułem, że mamy jakość, by grać na równi z Flensburgiem” - podsumował gwiazdor Füchse Berlin.
Źródło: handball-world.news





