To był mecz pełen dramatyzmu i zwrotów akcji. HK Country, grające dwie klasy rozgrywkowe niżej od IFK Skövde, przez długi czas trzymało ligowców w szachu i nie pozwoliło im na spokojne zwycięstwo aż do ostatnich minut spotkania.
Szokujący start i heroiczny powrót
Zasady rozgrywek sprawiły, że IFK Skövde musiało zacząć mecz w wyjątkowo trudnych okolicznościach. Ze względu na różnicę poziomów rozgrywkowych Country otrzymało przed meczem aż sześć rzutów karnych - i skrzętnie je wykorzystało. Zanim piłka została nawet wprowadzona do gry w normalny sposób, goście przegrywali już 0:6. Gdy następnie gospodarzom poszło siedem bramek z rzędu, na tablicy wyników widniało 7:0 dla Country - a właściwie 13:0, licząc rzuty karne.
IFK jednak nie złożyło broni. Systematyczną, zorganizowaną grą w ataku i kontratakami drużyna z Skövde sukcesywnie odrabiała straty. Po 21 minutach było już 15:15, a chwilę później ligowcy wyszli na prowadzenie 18:15. I właśnie wtedy, zdaniem trenera Kristiana Svenssona, pojawił się poważny problem.
- Graliśmy bardzo dobrze do tego momentu - metodycznie, skutecznie w kontratakach. Ale to, co wydarzyło się później, mogę opisać tylko jako nonszalancję, niedbałość i zbędne błędy - powiedział Svensson na oficjalnym profilu klubu na Facebooku.
Mbumba - bohater przegranej drużyny
Kluczową postacią dla HK Country był Miguel Mbumba, który zdobył aż 13 bramek i był zdecydowanie najskuteczniejszym zawodnikiem tego meczu. Jego rzuty z dystansu sprawiały obrońcom IFK Skövde ogromne kłopoty przez całe spotkanie. Trener Svensson nie ukrywał, że jego drużyna nie poradziła sobie z tym zagrożeniem.
- Zbyt wiele strzałów i straconych bramek padało dokładnie w ten sam sposób - czytaj: rzuty z dystansu Mbumby - i w ogóle nie zareagowaliśmy na to taktycznie. Nawet nie wywalczyliśmy żadnego wykluczenia - skrytykował swoich podopiecznych szkoleniowiec.
Country walczyło do końca
Przez całą drugą część meczu IFK próbowało odskoczyć rywalom. Kilkakrotnie prowadziło pięcioma bramkami - między innymi 29:24 i 35:30 - jednak HK Country za każdym razem wracało do gry. Na cztery minuty przed końcem było tylko 36:35. Thriller!
Dopiero w samej końcówce IFK Skövde zamknęło sprawę, zdobywając cztery bramki z rzędu i wygrywając ostatecznie 40:36. Przewaga przed rewanżem jest zatem czterobramkowa, ale biorąc pod uwagę przebieg pierwszego meczu, nie daje absolutnie żadnej gwarancji awansu.
Szacunek dla outsidera
Mimo zwycięstwa trener Svensson był daleki od zadowolenia. Jednocześnie nie szczędził pochwał dla rywali.
- Country zasługuje na ogromne uznanie. Grają dwie dywizje niżej od nas i są nowicjuszami w swojej lidze. My zajęliśmy czwarte miejsce w Handbollsligan i powinniśmy prezentować znacznie wyższy poziom - przyznał szkoleniowiec IFK Skövde.
Rewanż zapowiada się niezwykle emocjonująco. HK Country udowodniło, że potrafi walczyć z ligową elitą, a kibice z pewnością znów dopisali.
Źródło: handbollskanalen.se




