Mało kto dawał Hammarby jakiekolwiek szanse przed rewanżem w Eriksdalshallen. Alingsås przywoziło do Sztokholmu czterobramkową zaliczkę z pierwszego spotkania i od początku grało jak drużyna, która doskonale zdaje sobie sprawę ze swojej przewagi.
Alingsås dyktowało warunki przez całą pierwszą połowę
Goście kontrolowali przebieg gry właściwie przez całe pierwsze 30 minut. W ataku świetnie funkcjonowali zarówno Carl Ryden, jak i Peter Donaldson. Alingsås schodziło do szatni prowadząc 20:18, a biorąc pod uwagę czterobramkową przewagę z pierwszego meczu, sytuacja Hammarby wyglądała beznadziejnie.
Druga połowa nie przyniosła początkowo żadnego przełomu. Gospodarze nadal nie potrafili okiełznać ofensywy rywali, a gdy August Wiger podwyższył na 32:31 na sześć minut przed końcem, wydawało się, że sprawa jest przesądzona.
Cztery bramki z rzędu odmieniły wszystko
To właśnie wtedy Hammarby pokazało charakter. Bramkarz Linus Bergh zaczął bronić jak natchniony, a w ataku błysnęli Josef Pujol i Martin Dolk. Drużyna z Järvy zdobyła cztery bramki z rzędu i nagle - ku niedowierzaniu wszystkich obecnych na trybunach - wyrównała w dwumeczu.
W ostatniej minucie Alingsås miało szansę, by ponownie wyjść na prowadzenie, lecz piłka trafiła w słupek. Hammarby natychmiast wzięło czas i przy wyrównanym stanie, z sześcioma sekundami na zegarze, rozegrało ostatnią akcję.
Dolk strzela złotą bramkę
Piłka powędrowała do rozgrzanego Dolka, który z minimalnego kąta posłał ją pewnie za plecy bramkarza Kraftha. Eriksdalshallen eksplodowała - Hammarby dokonało jednego z najbardziej niesamowitych odwróceń losów w tym sezonie Pucharu Szwecji.
Przed drużyną nie ma jednak czasu na świętowanie. Już w najbliższą środę Hammarby zagra ćwierćfinał przeciwko IK Sävehof - kolejne wielkie wyzwanie w tym pucharowym tournée.
Źródło: handbollskanalen.se





