Gdy europejskie ligi piłki ręcznej - duńska, niemiecka, francuska czy norweska - zainaugurowały sezon już pod koniec sierpnia, a pozostałe na początku września, Szwedzi wciąż czekają na swój start. Handbollsligan mężczyzn rozpocznie się 23 września, liga kobiet zaś 30 września - czyli nawet miesiąc później niż niektóre zagraniczne rozgrywki.
Kluby decydują o terminie startu
- Krótka odpowiedź jest taka, że to jest życzenie klubów. Planując terminarz, zaczynamy od końca - od fazy play-off - i wypełniamy kalendarz wstecz. Do tego dochodzą okna reprezentacyjne, mecze europejskich pucharów i harmonogram poszczególnych drużyn. Wszystko konsultujemy z dyrektorami sportowymi i klubami - tłumaczy Peter Gentzel w rozmowie z Handbollskanalen.
Dyrektor SEH dodaje, że wcześniejszy start, nawet w sierpniu, byłby technicznie możliwy. - To zależy wyłącznie od klubów - podkreśla.
Dodatkowym czynnikiem jest Svenska cupen, której faza półfinałowa musi zostać rozegrana przed startem ligi. Gentzel przyznaje, że dyskutowano nad możliwością równoległego rozgrywania pucharu i ligi, jednak obecny model ma swoje zalety - finaliści pucharu są wyłaniani na tyle wcześnie, że organizacja lokalnego finału przebiega sprawnie.
Głosy z klubów: wolelibyśmy zacząć wcześniej
Nie wszyscy działacze są w pełni zadowoleni z obecnego układu. Jimmy Karlsson, dyrektor klubu Skånela IF, mówi wprost:
- Chętnie zaczęlibyśmy tydzień wcześniej i rozgrywali sezon dwa-trzy tygodnie dłużej. Grudzień jest teraz po prostu przeładowany meczami. To nasze stanowisko. Choć rozumiemy też sytuację klubów grających w europejskich pucharach - mają inne wyzwania i szanujemy to.
Christer Mårtensson, dyrektor sportowy Alingsås HK, dodaje: - Gdyby nie puchar, pewnie wszyscy wolelibyśmy startować wcześniej.
Europejska konkurencja już rozgrzana
Późny start ma realne konsekwencje dla szwedzkich klubów w pucharach europejskich. Kiedy IFK Kristianstad wchodzi do fazy grupowej Ligi Mistrzów, ich rywale - jak węgierski Pick Szeged - mają już za sobą kilka meczów ligowych. Trener IFK Kristianstad Björn Sätherström nie kryje obaw:
- GOG rozegra sześć meczów ligowych, zanim my zagramy pierwszy. Oczywiście są przez to lepiej wdrożeni w rytm sezonu niż my.
Gentzel nie zgadza się jednak z tezą, że późniejszy start to wyłącznie handicap. - Myślę, że można tu mówić zarówno o wadach, jak i zaletach. Mamy krótszą przerwę przygotowawczą, ale za to kluby mają więcej czasu po letnim urlopie, żeby dobrze się zorganizować przed sezonem - argumentuje.
Mecze między świętami? Tradycja i frekwencja
Kolejną kwestią wywołującą dyskusje jest gęsty grafik w grudniu, włącznie z meczami rozgrywanymi między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Wielu zawodników wskazuje to jako problem. Gentzel jednak broni obecnego rozwiązania:
- Mecze w przerwie świątecznej cieszą się najlepszą frekwencją w całym sezonie. Zaplanowaliśmy tam dwie kolejki tak, by każdy klub mógł rozegrać jeden mecz u siebie. Żaden z klubów nie zgłasza chęci zmiany tego formatu.
Dyrektor SEH przyznaje, że krytyczne głosy pojawiają się też w ankietach przeprowadzanych wśród zawodników, ale traktuje je z dystansem. - To pojedyncze opinie. Każdy, kto podejmuje pracę w tym środowisku, musi liczyć się z warunkami, jakie ona niesie - podsumowuje Gentzel.
Źródło: handbollskanalen.se





