Powrót, w który sama nie wierzyła
Seria kontuzji, która niemal zakończyła karierę
Problemy zdrowotne zawodniczki zaczęły się zaraz po mistrzostwach świata w 2015 roku - zerwała wtedy ścięgno Achillesa. Wróciła do gry, ale już po dwóch miesiącach doznała urazu kolana. Później przyszły kontuzje barków, najpierw jednego, potem drugiego. Łącznie przeszła siedem, a może osiem operacji. Sama nie jest w stanie dokładnie ich policzyć.
Najtrudniejsza była strona mentalna tego okresu. Gadzina podkreśla, że każdy sportowiec chce grać, a ona czuła odpowiedzialność za drużynę i nie mogła pomóc koleżankom. Sala rehabilitacyjna to, jak mówi, miejsce, w którym zawodniczka zostaje sam na sam ze swoim problemem.
Myśl o rezygnacji - i co ją powstrzymało
Gadzina przyznaje wprost, że myślała o porzuceniu sportu. Ostatecznie jednak zawsze wygrywała miłość do piłki ręcznej i charakter, który nie pozwala jej odpuścić, gdy widzi choćby cień szansy na powrót. Ważne było też wsparcie bliskich: przyjaciółki, rodziny i szerszego grona przyjaciół. Zawodniczka jest wdzięczna, że nigdy nie została z problemem sama. Po kontuzjach zawsze mogła też liczyć na wsparcie klubów.
Wspomnienie półfinału mistrzostw świata 2015 roku
Gadzina była jedną z najmłodszych zawodniczek w kadrze, która w 2015 roku dotarła do półfinału mistrzostw świata. Wspomina, że towarzyszył jej wtedy spory stres, ale jednocześnie czuła, że spełnia marzenie. Choć na boisku spędzała niewiele czasu, na zawsze zapamięta półfinał rozgrywany przy pełnych trybunach.
Trenerzy, którzy przywrócili wiarę w siebie
Gadzina przyznaje szczerze, że w pewnym momencie zupełnie przestała myśleć o powrocie do reprezentacji. Oglądała mecze i śledziła wyniki kadry, ale nie liczyła na powołanie. Zmianę przyniosła praca z rumuńskimi trenerami w Krasoń MKS Piotrcovii, którzy na nowo zaszczepili w niej radość z gry i wiarę, że może występować na wysokim poziomie. To głównie im zawodniczka przypisuje swój powrót do kadry.
Źródło: sportowefakty.wp.pl





