Mecz zaczął się kapitalnie dla podopiecznych trenera Alesa Pajoviča. Już w ciągu pierwszych dziewięciu minut goście narzucili swoje tempo i wypracowali imponującą przewagę 6:0, która praktycznie od razu rozstrzygnęła o układzie sił na parkiecie. Bergischer HC stopniowo odrabiał straty, ale Flensburg kontrolował przebieg spotkania i do szatni schodził z komfortową zaliczką 21:18.
Kontuzje psują nastroje w obozie gości
Po przerwie Flensburg ponownie przejął inicjatywę i pewnie dobił rywala do końcowego wyniku 34:29. Niemniej jednak spotkanie przyniosło drużynie dwie poważne straty. Boisko przedwcześnie opuścili Aymeric Minne oraz skrzydłowy Emil Jakobsen. Francuz zdążył trafić do siatki dwukrotnie, ale po jednym ze starć z rywalem doznał urazu i nie był w stanie kontynuować gry - wcześniej zdążył jeszcze obejrzeć dwie minuty wykluczenia.
Stan zdrowia Minne'a pozostaje na razie nieznany - klub nie ujawnił ani charakteru, ani stopnia ciężkości kontuzji. W Flensburgu panuje jednak wyraźny niepokój o to, kiedy reprezentant Francji będzie mógł wrócić do gry.
Grgić bohaterem wieczoru
Mimo problemów kadrowych Flensburg bez większych problemów domknął spotkanie. Kluczową postacią okazał się Marko Grgić, który skończył mecz z ośmioma bramkami na koncie. To właśnie jego skuteczność pozwoliła północnoniemieckim zawodnikom zachować odpowiedni margines przewagi nad osłabionym rywalem.
Flensburg ma teraz komplet punktów po dwóch kolejkach Bundesligi i prezentuje się jako jeden z kandydatów do wysokiego miejsca w tabeli. Pytanie, czy Aymeric Minne szybko wróci do zdrowia i pozwoli trenerowi na pełne wykorzystanie potencjału drużyny - na odpowiedź przyjdzie jeszcze poczekać.
Źródło: handnews.fr





