Caen nie zwalnia tempa
Wikingowie z Caen piszą jedną z piękniejszych historii tego sezonu. Na własnym parkiecie beniaminek Starligue udowodnił po raz kolejny, że awans nie był przypadkiem - tym razem ofiarą padł Saint-Raphaël, klub z doświadczeniem europejskim.
Podopieczni Sébastiena Quintalleta dobrze weszli w mecz i konsekwentnie budowali przewagę, prowadząc do przerwy 19:15. Duży wpływ na wynik miał Yassine Ben Salem, który trafił 5 z 7 rzutów, oraz bramkarz Milos Mocevic - ponownie w znakomitym stylu, zatrzymując 11 piłek przy skuteczności 29 procent. Caen wygrało ostatecznie 33:30, zdobywając trzecie zwycięstwo w pięciu kolejkach.
Dla Saint-Raphaël to kolejny bolesny cios - tydzień wcześniej ta drużyna przegrała z innym beniaminkiem ligi, a do tego zalicza straty w rozgrywkach Ligi Europejskiej.
Tremblay drżało, ale wytrwało
Tremblay przyszło tym razem bardzo ciężko. Drużyna Chérifa Hamaniego, pewna siebie po dwóch przekonujących wygranych z rzędu - w tym meczu, w którym rzuciła Chambéry 44 bramki - trafiła na wyjątkowo nieustępliwy Sélestat.
Goście z Alzacji od początku dyktowali warunki gry i w pewnym momencie pierwszej połowy prowadzili aż sześcioma bramkami (10:16 w 27. minucie). Kluczową rolę w utrzymaniu tej przewagi odgrywał bramkarz Romain Mathias, który skończył spotkanie z 13 obronieniami przy 30-procentowej skuteczności. Po zmianie stron Sélestat nadal trzymało komfortowy bufor - 17:23 w 38. minucie.
Jednak absencja Toma Vinatiera wyraźnie osłabiła ekipę z Alzacji. Z drugiej strony Reyhan Zuzo poprowadził natarcie Tremblay - zdobył 4 bramki i zaliczył 9 asyst, całkowicie zmieniając obraz gry. Sélestat popełniło aż 10 strat i ostatecznie uległo rywalowi. Tremblay wygrało 33:31.
Źródło: handnews.fr





