Historia zapisana w pięciu parach
Wcześniej ten zaszczyt spotkał braci Jilsén, Hedin, Franzén i Möller. Gdy Nikola dowiedział się, że jest piątym takim przypadkiem w historii szwedzkiej piłki ręcznej, zareagował z autentycznym zaskoczeniem.
- Naprawdę? To coś wielkiego - przyznał.
Na co dzień bracia nie grają razem - Marko stoi między słupkami jako bramkarz, a to będzie jego trzecia reprezentacyjna powołanie. Nikola natomiast zaliczy swój 17. występ w drużynie narodowej.
Dom, w którym nie rozmawia się o niczym innym
W rodzinie Roganoviców piłka ręczna to niemal religia. Kiedy Marko dzwoni do Nikoli, a reszta domowników jest w pobliżu, rozmowa szybko schodzi na sport. Tak było zawsze - ojciec, matka, młodsza siostra, wszyscy żyją piłką ręczną.
Bracia wspominają też dziecięce mecze w ogrodzie. Nikola twierdzi, że Marko często zmuszał go do stania w bramce, przez co nieraz oberwał piłką w głowę. Marko energicznie temu zaprzecza - z miną kogoś, kto słyszy tę historię po raz setny.
Nikola żartował wcześniej, że jako starszy stażem reprezentant może wymagać od brata noszenia swoich bidonów. Marko uciął temat krótko:
- Nigdy tego nie zrobiłem i nigdy nie zrobię.
Finały, transfery i zbliżające się rozstanie
Spotkanie prasowe odbyło się w Kristianstad - mieście, gdzie piłka ręczna ma niemal mistyczny status. Nieprzypadkowo, bo właśnie tutaj HK Malmö, w którym gra Nikola, ma rozegrać mecze finałowe ze szwedzkiej ligi przeciwko IFK Kristianstad. Przy okazji zgrupowania kadry w hotelu czekał już na braci Axel Månsson - kolega z reprezentacji, który na co dzień gra właśnie dla Kristianstad.
- W kadrze myślimy o kadrze. Potrafię rozdzielić te dwie rzeczy. Ale oczywiście nie mogę się doczekać tych finałów - mówi Nikola.
Przed 23-latkiem gorący okres: finały z Malmö, powołanie do reprezentacji i już pewny transfer do niemieckiego VfL Gummersbach na kolejny sezon. Sam ocenia ten czas z mieszaniną entuzjazmu i pragmatyzmu:
- Dzieje się wiele dobrego. Ale trzeba to wszystko wygrywać - inaczej radość jest niepełna.
Marko z kolei wraca po udanym sezonie w duńskim Bjerringbro-Silkeborg, dokąd trafił latem.
- To był dla mnie właściwy krok. W Danii rozwinąłem się bardzo - mówi bramkarz.
Bliskość geograficzna Danii i Szwecji pozwalała braciom spotykać się stosunkowo często. Gdy jednak Nikola wyjedzie do Niemiec, dystans się wydłuży. Tym cenniejszy jest każdy wspólny pobyt na zgrupowaniu kadry.
- Kiedy gramy razem tyle meczów, to na boisku przestaję myśleć, że to mój brat. Ale dzielenie pokoju, bycie razem na co dzień - to się zdarza rzadko i naprawdę to sobie cenię - mówi Nikola.
Bałkańskie korzenie, szwedzkie serce
Ojciec braci, Zoran Roganovic, pochodzi z Czarnogóry i próbował nakłonić synów do reprezentowania tamtejszych barw. Dla nich samych nie było jednak żadnej alternatywy - zawsze chcieli grać dla Szwecji.
W sparingach zmierzą się z Chorwacją - krajem z tego samego bałkańskiego kręgu kulturowego. Czy to dodaje mecze wyjątkowego smaku?
- Nie za bardzo. To dobra drużyna, ale takich jest wiele - mówi Marko spokojnie.
Nikola dodaje z uśmiechem, że jedyna różnica jest praktyczna:
- Może trochę będziemy rozumieć, co przeciwnicy mówią na boisku.
Na koniec padło pytanie, czy mecz z Chorwacją jest bardziej prestiżowy niż derby z lokalnym rywalem. Marko bez wahania odpowiedział:
- Powiem szczerze - spotkanie z Önneredem w ich hali to chyba gorsze przeżycie.
Nikola natychmiast przytaknął.
Źródło: handbollskanalen.se





