Gdy 13 zawodniczek Boden Handboll wzięło udział w ankiecie oceniającej warunki w klubie, obraz był w większości pozytywny. Jednak dwie kwestie wyraźnie rzuciły się w oczy - ilość dostarczanej odzieży treningowej oraz obsada szkoleniowa.
Problem z koszulkami treningowymi
Zawodniczki przyznały wprost, że w poprzednim sezonie otrzymały zbyt mało odzieży treningowej. Emmy Nordmark, szefowa klubu, nie kryje, że zdaje sobie z tego sprawę.
- Dysponujemy określonym budżetem na odzież od Kempy i staram się zamawiać jak najrozsądniej, żeby dziewczyny dostały jak najwięcej za te pieniądze. Problem w tym, że ceny ubrań mocno poszły w górę, a my wydajemy na ten cel każdą złotówkę, jaką mamy - mówi Nordmark.
- Gorzka prawda jest taka, że ze względów finansowych nie możemy kupić więcej. Oczywiście chciałabym, żeby dziewczyny miały więcej niż trzy koszulki treningowe. W tym sezonie udało nam się przynajmniej dorzucić jedną dodatkową koszulkę - dodaje szefowa klubu.
Jeden trener to za mało
Drugi problem dotyczył obsady szkoleniowej. W minionym sezonie jedynym trenerem odpowiedzialnym za prowadzenie treningów był Lukas Männikkö Andersson. Zawodniczki chwaliły jakość samych zajęć, ale zgodnie przyznały, że potrzebny był drugi szkoleniowiec do podziału obowiązków.
- Zgadzam się z nimi w stu procentach. Nigdy nie zakładaliśmy, że Lukas będzie pracował sam - to wina klubu, że nie udało nam się pozyskać asystenta. Prowadziliśmy rozmowy z wieloma kandydatami, ale jedni spodziewali się astronomicznych zarobków, inni chcieli od razu roli pierwszego trenera - wyjaśnia Nordmark.
- Na ten sezon udało nam się jednak rozwiązać ten problem i pozyskać dwóch trenerów. Jesteśmy młodym klubem i cały czas staramy się stawać coraz bardziej profesjonalnymi - podsumowuje Emmy Nordmark.
Źródło: handbollskanalen.se




