Gdy Anna Mączka wracała do Kobierzyc po sześciu latach nieobecności, miała jeden jasny cel - zdobyć złoty medal. Rzeczywistość okazała się brutalna. Czwarte miejsce w tabeli i plaga kontuzji skutecznie zweryfikowały przedsezonowe plany drużyny z Dolnego Śląska.
Najgorsze z możliwych miejsc
- Gdy celujesz w medal, czwarte miejsce jest najgorsze - mówi bez ogródek doświadczona rozgrywająca. Po wygranej w ostatnim meczu sezonu z Gnieznem (bezpośrednia rywalizacja o czwartą lokatę), która mogłaby cieszyć, w głosie Mączki słychać przede wszystkim żal. Tak spokojny, że trener Silva przez chwilę nawet usiadł na ławce - rzadkość podczas jego prowadzenia meczów.
Przyczyny niepowodzenia? Lista kontuzji, która ciągnęła się przez cały sezon niczym przekleństwo. Szkoleniowiec miał zadanie porównywalne do układania puzzli, w których co chwilę brakowało kolejnych elementów.
Setka bramek zamiast medalu
Dla samej Mączki zakończony sezon przyniósł jednak kilka indywidualnych sukcesów. Przekroczyła barierę stu trafień w rozgrywkach, otrzymała tytuł "Power Kobierek" za maj i zaliczyła jubileuszową, pięćsetną bramkę w barwach klubu z Kobierzyc.
- Wolałabym rzucić ich mniej, ale mieć medal na szyi - przyznaje szczerze zawodniczka. Pewność siebie w końcówce rozgrywek rosła proporcjonalnie do zaufania, jakim obdarzył ją nowy trener i większej liczby minut na parkiecie.
Zmiana trenera w trakcie sezonu
Silva pojawił się w Kobierzycach w środku kampanii, wnosząc świeżą energię i konkretny plan. Współpraca z Portugalczykiem układa się dobrze, choć jego metody treningowe bywają wymagające.
- Często narzekamy, gdy każe nam biegać i próbujemy negocjować, ale jest nieugięty - opowiada Mączka z nutą sympatii w głosie. Docenia balans między twardą pracą a budowaniem atmosfery w zespole.
Europejska przygoda nauczką na przyszłość
Sezon przyniósł również debiut w europejskich pucharach. Dwumecz z hiszpańskim zespołem, choć zakończony porażką, udowodnił, że Kobierzyce mogą rywalizować bez kompleksów na międzynarodowej arenie.
- Szybkość gry, twardość kontaktu, którą sędziowie akceptują - to doświadczenia, których nie zdobędziesz w krajowych rozgrywkach - podkreśla rozgrywająca, traktując eliminację jako cenną lekcję.
Powrót do domu po sześciu latach
Klub, do którego wróciła Mączka, zmienił się nie do poznania. Profesjonalizacja objęła każdy detal, a hala tętni życiem dzięki fanom, którzy w najtrudniejszych momentach stanowili "koło ratunkowe" dla drużyny.
- Gdy grałyśmy w okrojonym składzie i zabrakło sił, kibice z Kobierzyc nieśli nas na swoich barkach - wspomina zawodniczka, podkreślając wyjątkowość lokalnej publiczności.
Wakacje bez piłki ręcznej
Po wyczerpującym sezonie organizm domaga się odpoczynku. Mączka zapowiada całkowite odcięcie się od ligowej rutyny, choć nie zamierza spędzać urlopu biernie na plaży. Aktywny wypoczynek, ale we własnym tempie i bez trenerskich gwizdków - taki jest plan na najbliższe tygodnie.
Czy po tak trudnym sezonie jest w niej jeszcze głód sukcesu? Odpowiedź nie pozostawia wątpliwości: licznik bramek nie zwalnia tempa, a sportowa złość z czwartego miejsca zostanie przekuta w ciężką pracę od pierwszego dnia przygotowań do kolejnej kampanii. Kobierzyce celują wyżej - i Anna Mączka chce być twarzą tej rewanżowej misji.
Źródło: superligakobiet.pl





