Reklama
Aktualności

Z piekła do...czyśćca. Orlen Wisła wraca z Lizbony z -4. Ale mogło być o wiele gorzej

Autor: Mateusz Ludyga23 wyświetleń
Z piekła do...czyśćca. Orlen Wisła wraca z Lizbony z -4. Ale mogło być o wiele gorzej

Orlen Wisła Płock przegrała w Lizbonie ze Sportingiem w 1/8 finału EHF Ligi Mistrzów. Przegrała, ale ma jeszcze szanse na awans do ćwierćfinału. W pierwszej części drugiej połowy wydawało się, że jest po zawodach. Sporting prowadził dziesięcioma bramkami. Na szczęście "Nafciarze" ocknęli się i zniwelowali straty do poziomu, który nie przekreśla ich w walce o dalszą fazę rozgrywek. Sporting - Orlen Wisła Płock 33:29.

Reklama

Reklama

Od pierwszych minut było widać, że gospodarze narzucą wysokie tempo. Sporting szybko budował przewagę, wykorzystując błędy Wisły w ataku i brak organizacji w defensywie. Nafciarze mieli ogromne problemy ze skutecznością – mylili się w dogodnych sytuacjach, nie wykorzystywali rzutów karnych, a dodatkowo napędzali rywali prostymi stratami.

Efekt? Do przerwy Wisła przegrywała aż 12:19, a obraz gry nie pozostawiał złudzeń – to Sporting kontrolował wydarzenia na parkiecie i systematycznie powiększał przewagę.

Po zmianie stron niewiele się początkowo zmieniło. Portugalczycy szybko odskoczyli nawet na dziesięć bramek różnicy (23:13) i wydawało się, że losy meczu są już rozstrzygnięte. Wtedy jednak nastąpił zwrot.

Wisłę do życia poderwał Torbjorn Bergerud, który zaczął seryjnie zatrzymywać rywali. Norweg osiągnął ponad 40% skuteczności i był fundamentem odrabiania strat. Dzięki jego interwencjom Nafciarze ruszyli z kontrami, a skutecznością błyszczeli przede wszystkim skrzydłowi – Michał Daszek i Przemysław Krajewski.

Straty zaczęły topnieć. Zespół z Płocka zbliżył się nawet na cztery trafienia, wykorzystując fragment gry w przewadze i lepszą organizację w ataku. Coraz większą rolę odgrywał także Gergő Fazekas, który brał na siebie odpowiedzialność w kluczowych akcjach.

Problemem, który ciągnął się przez cały mecz, pozostała jednak skuteczność – szczególnie z rzutów karnych. W decydujących momentach Melvyn Richardson ponownie nie wykorzystał „siódemki”, co ostatecznie przekreśliło realne szanse na jeszcze większe zbliżenie się do rywali.

Końcówka należała już do Sportingu. Gospodarze zachowali więcej spokoju, a ich lider – Francisco Costa – przypieczętował zwycięstwo mocnym rzutem w ostatniej minucie. Wisła walczyła do końca, ale nie była już w stanie odwrócić losów spotkania. Na szczęście za tydzień rewanż w Płocku i nic jeszcze nie jest przesądzone.

Sporting Clube de Portugal – Orlen Wisła Płock 33:29 (19:12)

Bramki dla Sportingu CP: F. Costa 10, M. Costa 9, Þorkelsson 6, Gurri 3, Salvador 3, Silva Oliveira 1, Álvarez Dominguez 1.

Bramki dla Orlenu Wisły Płock: Daszek 5, Richardson 5, Krajewski 5, Fazekas 4, Janc 3, Serdio 3, Zarabec 2, Mihić 1, Ilić 1.

 

Masz opinię? Podziel się nią!

Zaloguj się jednym kliknięciem i dołącz do rozmowy

Dyskusje
Zdjęcia
Reakcje
Dołącz do HydePark →

📢 Udostępnij artykuł

Dotknij aby udostępnić

Śledź nas na Facebook!

Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami ze świata piłki ręcznej. Dołącz do naszej społeczności!

Dotknij przycisk, aby przejść do naszego profilu na Facebook

Reklama

Polecane
Ładowanie...