Emocjonujące popołudnie w Kaliszu zakończyło się triumfem gości. PGE Wybrzeże Gdańsk pokonało NETLAND MKS Kalisz w sobotnim półfinale i zagwarantowało sobie miejsce w wielkim finale Pucharu Polski. Decydujący mecz z ORLEN Wisłą Płock odbędzie się w niedzielę 19 kwietnia o godzinie 15:00 w Kalisz Arenie. Transmisję przeprowadzi Polsat Sport 2.
Nerwy do ostatniej syreny
Patryk Rombel, szkoleniowiec gdańskiego zespołu, przyznał po spotkaniu, że emocji nie brakowało. – Dla kibiców to był idealny spektakl, choć ja przeżywałem nie lada stres – mówił trener. – Mieliśmy w rękach okazje, żeby rozstrzygnąć sprawę wcześniej, ale nie wykorzystaliśmy ich. Nasze pomyłki pozwoliły rywalom wrócić do gry, a końcówka stała się bardzo nerwowa.
To, co napawa go szczególną satysfakcją, to mentalność jego podopiecznych. – Najważniejsze, że w kluczowym momencie chłopcy pokazali charakter i doprowadzili mecz do zwycięskiego końca – podkreślił.
Płock w roli finałowego rywala
Już w niedzielę Wybrzeże zmierzy się z Wisłą Płock w walce o pucharowe trofeum. – Takie pojedynki to dla nas doskonała weryfikacja poziomu – ocenił Rombel. – Nie jedziemy tam na lekcję, tylko po to, by walczyć. Jeśli nadarzy się szansa, chcemy ją wykorzystać.
Szkoleniowiec zaznaczył, że odkąd prowadzi gdański klub, zespół systematycznie się rozwija. – Poprzednio dotarliśmy do Final Four, teraz jesteśmy w finale. To potwierdzenie, że nasza praca przynosi efekty – cieszył się.
Europejskie perspektywy
Awans do finału ma jeszcze jedną, niezwykle istotną wartość – daje gwarancję startu w pucharach europejskich. – To dla nas osiągnięcie graniczące z cudem, szczególnie biorąc pod uwagę trudne warunki, w jakich funkcjonujemy – nie ukrywał Rombel.
Gorycz porażki po stronie gospodarzy
Krzysztof Szczecina, golkiper pokonanych, nie krył rozczarowania. – Zabrakło nam odrobiny wszystkiego. Trochę umiejętności, trochę szczęścia – analizował. – Miałem swoje momenty, ale dziś szczerze przyznaję, że powinienem obronić więcej. Piłki były trudne, ale na tym poziomie trzeba je łapać.
Bramkarz kaliskiego zespołu podkreślił, że porażka boli tym bardziej, że meczem na własnym parkiecie. – Liczyliśmy na finał przed swoją publicznością. Teraz będziemy mogli tylko kibicować z trybun – westchnął.
Mimo rozczarowania wynikiem, Szczecina docenił atmosferę. – Kibice stworzyli niesamowite widowisko, hala huczała równie mocno jak podczas pierwszego półfinału. Szkoda, że nie mogliśmy im sprawić radości – dodał, nie zapominając przy tym o pochwale dla gdańskich fanów, którzy wsparli swój zespół liczną grupą.
Źródło: zprp.pl
