Nafciarze górą w emocjonującym starciu
Kalisz Arena była w niedzielę świadkiem zaciekłego boju o krajowe srebro. ORLEN Wisła Płock udowodniła swoją klasę, ale droga po czternaste trofeum wcale nie była усłana różami. PGE Wybrzeże Gdańsk pokazało charakter i przez znaczną część spotkania stawiało poważny opór znacznie bardziej utytułowanemu rywalowi.
Końcowy rezultat 31:25 może sugerować pewne zwycięstwo płocczan, ale rzeczywistość na parkiecie wyglądała zgoła inaczej. Pomorska drużyna nie zamierzała składać broni i długo utrzymywała realne szanse na sensację.
Cierpliwość i wiara w kolegów kluczem do sukcesu
Michał Daszek, rozgrywający triumfatorów, nie krył zadowolenia po zdobyciu trofeum. Doświadczony zawodnik podkreślił wagę weekendowych zmagań dla całej polskiej piłki ręcznej.
– Przeżywam fantastyczne chwile. Właśnie zakończyliśmy dwa kapitalne mecze, które z pewnością służą rozwojowi naszej dyscypliny w kraju – mówił Daszek. – Wybrzeże zmusiło nas do ciężkiej pracy, ale przecież spodziewaliśmy się trudnego pojedynku. To było ekscytujące starcie i bardzo się cieszę, że mamy w Polsce zespoły gotowe wywierać taką presję. To wszystkim wychodzi na dobre.
Rozgrywający Wisły wskazał na siłę płockiego kolektywu: – Nasza największa zaleta to cierpliwość i wzajemne zaufanie. Tworzymy monolit. W końcówkach meczów ta jedność często procentuje.
Gdańszczanie z podniesionymi głowami
Mikołaj Czapliński, skrzydłowy pokonanych, mimo porażki miał powody do satysfakcji. Zawodnik Wybrzeża podkreślił, że jego zespół walczył do końca i nie poddał się bez walki.
– Był to mecz pełen walki z naszej strony. Możemy być dumni, że przez długi czas mieliśmy realną szansę na sukces – oceniał Czapliński. – Nie chcemy z góry odpuszczać spotkań z faworytami. Zawsze wychodzimy, by się postawić. Dzięki takim pojedynkom zdobywamy cenne doświadczenie i uczymy się grać na najwyższym poziomie przeciwko europejskim potęgom.
Skrzydłowy zauważył, że końcowy wynik nie oddaje przebiegu rywalizacji: – Sześć bramek różnicy to nie jest pełny obraz meczu. W końcówce zaważyły nasze niewykorzystane sytuacje i kilka pomyłek w defensywie.
Mniejszy budżet, większa pasja
Czapliński szczerze przyznał, że doganianie gigantów z Płocka czy Kielc to niełatwe wyzwanie przy różnicy budżetowej między klubami. Nie zabrakło jednak optymizmu.
– Dzieli nas spora różnica finansowa, ale robimy wszystko, co w naszej mocy. Nadrabiamy treningami i pasją – zaznaczył zawodnik Wybrzeża. – Rywale dysponują zawodnikami światowego formatu, więc zadanie jest trudne. Krok po kroku pokazujemy jednak, że podążamy właściwą drogą. Może kiedyś ich dogonimy.
Dla Wisły Płock to kolejne potwierdzenie dominacji w krajowych rozgrywkach. Nafciarze mogą teraz skupić się na ligowych zmaganiach oraz europejskich pucharach, gdzie reprezentują polskie barwy.
Źródło: zprp.pl
