Ostatnia kolejka Bundesligi może przynieść THW Kiel symboliczny cios. Po porażce w środę z Minden, „Zebry" w niedzielę podejmą TBV Lemgo we własnej hali, ale to goście będą stroną z korzystniejszą pozycją wyjściową. Lemgo traci do Kiel tylko dwa punkty, a przy równej liczbie punktów to właśnie gości faworyzuje różnica bramek. Wystarczy, że Kiel przegra, a zespół z Lemgo wyprzedzi go w końcowej klasyfikacji. Dla kibiców to byłoby coś niewyobrażalnego - szóste miejsce, jakiego Rekordmeister nie zajmował od sezonu 2002/2003.
Pucharowa Europa - wcale nie pewna
Problem nie kończy się jednak na samej tabeli. Nawet utrzymanie piątego miejsca nie gwarantuje Kiel gry w europejskich rozgrywkach w przyszłym sezonie. W związku z nowym podziałem miejsc przez EHF, zdobyciem European League przez Melsungen oraz ewentualnym miejscem pucharowym dla Bergischer HC, THW Kiel może się okazać zależny od szczęśliwego zbiegu okoliczności albo wręcz od zaproszenia ze strony organizatorów.
To właśnie ten scenariusz boli najbardziej. Jeśli Kiel nie zostanie dokooptowany do europejskich rozgrywek, przeżyje pierwszy sezon bez europejskiej piłki ręcznej od 1993/1994 roku. Dla klubu, który przez trzy dekady był stałym punktem odniesienia na kontynencie, byłby to sygnał sportowej degradacji bez precedensu. Symboliczna zbieżność: to właśnie od 1993 roku Kiel zaczął swoją wielką historię pod wodzą Noki Serdarusicia, który już w pierwszym sezonie sięgnął po mistrzostwo Niemiec.
Jicha na ławce oskarżonych
W tym kontekście nieuchronnie wraca pytanie o Filipa Jichę. Czeski szkoleniowiec stosunkowo niedawno przedłużył kontrakt z klubem aż do 2028 roku - razem ze swoim asystentem Christianem Sprengererem. Decyzja ta miała świadczyć o zaufaniu i długofalowym planie. Dziś, przy perspektywie najgorszego sezonu od dwudziestu lat i możliwego wypadnięcia z Europy, nabiera zupełnie innego wymiaru.
Kiel rzeczywiście borykał się z falą kontuzji. Przez długi czas brakowało podstawowych graczy w linii rozegrania - Eliasa Ellefsen á Skipagøtu, Erica Johanssona i Emila Madsena. Brak ciągłości w najbardziej kreatywnym sektorze gry wyraźnie odbił się na wynikach. Jednak same urazy nie tłumaczą wszystkiego. Kibice i eksperci zwracają uwagę przede wszystkim na ubóstwo gry ofensywnej i brak pomysłu w ataku. Przy takim potencjale kadrowym i budżetowym, jaki posiada THW Kiel, palec wskazuje nieuchronnie w kierunku ławki trenerskiej.
Kicha co prawda osiągał z Kielem doskonałe wyniki, ale od ubiegłego sezonu nastąpił wyraźny regres - brakuje nowych rozwiązań w ataku i odwagi taktycznej w obronie. Gdy drużyna nie radzi sobie, trener sięga po grę z siedmioma w polu, coraz mniej skuteczną, bo rywale dawno się na nią przygotowali.
Sigurdsson, Dujshebaev - znane nazwiska w tle
W ostatnich miesiącach przez Kilonię przewinęły się różne nazwiska potencjalnych następców. Najgłośniej mówiono o Gudjonze Valurze Sigurdssonie. Islandzki szkoleniowiec, dawny zawodnik Kiel, a ostatnio człowiek odpowiedzialny za świetną robotę w Gummersbach, pasuje do klubowego DNA. Zna tę organizację od środka, ma silną pozycję w światowym handball i mógłby nadać projektowi nowy impuls. Jego kandydaturę łączono nawet z Christophem Schindlerem, dyrektorem sportowym VfL Gummersbach - jako potencjalnym duecie, który mógłby odbudować Kiel strukturalnie i sportowo.
Pojawiło się też nazwisko Talanta Dujshebaeva, jednak legendarny trener Kielc szybko uciął spekulacje - jasno oświadczył, że nie podpisze kontraktu z klubem, w którym grają jego synowie. Tymczasem Kiel oficjalnie trwa przy Jichie. Ale jeśli sezon zakończy się szóstym miejscem i brakiem europejskich pucharów, dyskusja o nowym rozdziale w historii klubu stanie się nieunikniona.
Źródło: handnews.fr





