Dwadzieścia pięć osób z piętnastu różnych krajów, setki rozmów, dyskusje o współczesnych trendach w piłce ręcznej i jedno zdanie, które szczególnie zapadło w pamięć: „There is no right or wrong in handball" - nie ma w piłce ręcznej dobrego ani złego rozwiązania. To właśnie ta myśl najlepiej oddaje ducha kursu, który Magdalena Stanulewicz odbyła w stolicy Węgier.
Język nie stanowił bariery
Trenerka Startu przyznaje w rozmowie z klubowymi mediami, że przed wyjazdem towarzyszyły jej mieszane uczucia. Ekscytacja przeplatała się z naturalną tremą - zwłaszcza związaną z prowadzeniem zajęć i dyskusji w języku angielskim. Obawy szybko się jednak rozwiały.
- Wróciłam z ogromną satysfakcją i jeszcze większą pewnością siebie. Okazało się, że język nie był żadną barierą, a międzynarodowe środowisko stało się jedną z największych wartości tego kursu - podkreśla Stanulewicz.
Jesper Jensen największą inspiracją
Wśród prowadzących zajęcia szczególne wrażenie na elbląskiej szkoleniowczyni zrobił Jesper Jensen, duński trener z bogatym dorobkiem w piłce ręcznej kobiet. To właśnie jego warsztatowe podejście do pracy z grupą trenerów okazało się najcenniejszym elementem kursu.
- Pracowaliśmy wspólnie nad tworzeniem jednostek treningowych, prowadziliśmy ich fragmenty, a następnie analizowaliśmy i dyskutowaliśmy nad różnymi rozwiązaniami. To pokazało, jak wiele można wynieść z praktyki i wymiany pomysłów - opowiada trenerka Startu.
Gra siedmiu na sześciu rozgrzała dyskusję
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów poruszanych podczas szkolenia okazała się taktyka gry z dodatkowym zawodnikiem polowym zamiast bramkarza. Opinie uczestników były wyraźnie podzielone.
- Z jednej strony w każdej akcji dążymy do przewagi liczebnej, więc pytanie brzmi: dlaczego nie korzystać z takiej możliwości od razu? Z drugiej - to wiąże się z ogromnym ryzykiem. Nie ma uniwersalnej odpowiedzi, wszystko zależy od zespołu, momentu meczu i filozofii szkoleniowca - tłumaczy Stanulewicz.
Kuluarowe rozmowy równie cenne jak wykłady
Oficjalny program to jedno, ale nieformalne dyskusje między uczestnikami okazały się równie wartościowe. Trenerzy z całej Europy dzielili się wyzwaniami, z którymi mierzą się na co dzień, porównywali systemy szkoleniowe w swoich krajach i wymieniali praktyczne pomysły na rozwiązania treningowe.
- Największym zaskoczeniem była otwartość uczestników na dzielenie się wiedzą. Każdy chętnie wnosił swoją perspektywę, ale równie uważnie słuchał innych. Różne spojrzenia nie były oceniane, lecz traktowane jako wartość - zaznacza szkoleniowiec elbląskiego zespołu.
Europejska intensywność treningu robi wrażenie
Kurs nie podważył fundamentów, na których Stanulewicz buduje swoją pracę, ale pozwolił spojrzeć na nie z innej perspektywy. Jedno szczególnie zwróciło jej uwagę - poziom intensywności codziennej pracy w czołowych europejskich klubach.
- W Europie praca jest często bardziej intensywna i wymagająca niż u nas. Widać większą ciągłość, tempo i obciążenie treningowe - zauważa trenerka.
Trener zostaje sam z analizą porażek
Budapesztańskie doświadczenie poszerzyło także jej rozumienie roli szkoleniowca. Szczególnie wybrzmiał jeden wątek - samotność trenera w momencie niepowodzeń.
- Zawodniczki zawsze mają swoją szatnię, swój sposób przeżywania sukcesów i porażek, natomiast my jako trenerzy często zostajemy sami z odpowiedzialnością i szukaniem kolejnych rozwiązań. Okazało się, że tak mówi wielu trenerów, również tych prowadzących utytułowane reprezentacje - przyznaje Stanulewicz.
Trzy skarby z Budapesztu
Zapytana o najważniejsze wnioski z wyjazdu, trenerka Energa Startu wymienia trzy rzeczy. Po pierwsze - satysfakcję z pokonania własnych barier i reprezentowania polskiej piłki ręcznej na międzynarodowym forum. Po drugie - cenne kontakty z trenerami z różnych kultur i systemów szkoleniowych, które zamierza pielęgnować. Po trzecie wreszcie - potwierdzenie, że rozwój to niekończący się proces.
- Ten kurs jeszcze mocniej utwierdził mnie w przekonaniu, że warto szukać nowych rozwiązań, budować swój warsztat, popełniać błędy i uczyć się na nich. Rozwój nigdy się nie kończy - podsumowuje Magdalena Stanulewicz.
Z bagażem nowych doświadczeń, świeżych inspiracji i międzynarodowych kontaktów elbląska szkoleniowczyni wraca do pracy w Superlidze, gotowa wcielać w życie to, czego nauczyła się od najlepszych w Europie.
Źródło: superligakobiet.pl





